wtorek, 3 listopada 2015

#70 Iran cz. 3

restauracja
Po problemach z wizami na poprawę humoru jadę z Ehsanem oraz jego żoną Ghazeleh na miasto. Zabrała się także z nami Chinka Lulu, która mieszkała razem ze mną w Khayyam House.



Ghazeleh oraz Lulu
kartka z wróżbą losowana przez ptaka
wielopoziomowe restauracje w Teheranie




kolacja w korycie małej rzeki pomiędzy skałami

Ehsan pojechał do pracy, a my we 3 poszliśmy na słynny wielki bazar. Miałem już okazję widzieć kilka bazarów, ale ten w Teheranie jest najbrzydszy i bez jakiegokolwiek klimatu. Sterta blach, kartonów i masa tandety z Chin. Wszyscy mieli takie samo zdanie. Zebraliśmy się do innego miejsca. Wieczorem dołączył do nas Ehsan i we 4 pojechaliśmy zwiedzać bardziej naturalne atrakcje. Parki, skały oraz miejsce o nazwie Darband, gdzie jest mnóstwo restauracji rozmieszczonych na wielu poziomach. Wszystko jest zintegrowane ze skałami. Zamówiliśmy jedzenie i siedliśmy na platformie, pod którą płynął strumyk, a nad głową mieliśmy skały. Coś wspaniałego. 



na przystawkę chleb z surową cebulą
kebab ze smażonym ryżem i pieczonym pomidorem
mleko + woda mineralna z dodatkiem mięty
i kolejny kebab

Przy okazji trochę o jedzeniu. W Iranie oczywiście nie zobaczymy wieprzowiny, ale za to bardzo popularna jest baranina i kurczak. Jak udamy się do restauracji to zapewne na przystawkę dostaniemy chleb oraz krążki surowej cebuli. Podstawową bazą jest ryż i oraz chleb. Kuchnia Irańska jest bardzo dobra oraz zdrowa. Jedzą bardzo dużo zieleniny. Gorzej jak natkniemy się na takie smaczki jak kalapaczi, barani mózg…



nocka z Ehsanem i Ghazeleh nieopodal wulkanu Damavand
kurczak i pieczarki z ogniska
poranne porządki

Razem z Ehsanem i Ghazeleh postanowiliśmy, że wybierzemy się na wulkan Damavand, najwyższy szczyt Iranu 5610m n.p.m. Spakowaliśmy jedzenie w auto i wio. W pierwszej kolejności chcieliśmy odwiedzić jezioro nieopodal wulkanu, ale droga była na tyle trudna, że zwykłe auto osobowe nie podołało. Musieliśmy się cofnąć kawałek i rozbiliśmy obóz nieopodal małej rzeczki. W nocy zrobiliśmy ognisko, na którym upiekliśmy mięso z kurczaka. Następnie miałem okazję po raz pierwszy spróbować alkoholu w Iranie. Był nim browar domowej roboty. Przyznam, że w smaku był jak szampan, ale swoją moc miał. 



Autorem poniższych fotografii jest Ehsan Jannati


Z Ehsanem i Gazeleh u podnóża wulkanu Damavand






Damavand















Następnego dnia ruszyliśmy na wulkan. Jako, iż teren jest objęty ochroną, był problem z wjazdem autem, ale po krótkiej debacie w końcu nas wpuścili. Trasa ciągnęła się kilometrami, a czas umilały przepiękne widoki. Na sam szczyt oczywiście nie wjechaliśmy ze względu na brak odpowiedniego sprzętu. Ale rozbiliśmy obóz na wysokości 3200m n.p.m. Przesiedzieliśmy tam sporą część dnia. Jako, iż wysokość jest nie mała, to i temperatura całkiem inna. Bardzo szybko zrobiło się zimno, w końcu 1000m wyżej panowała zima, z dołu za pomocą teleobiektywu można było dostrzec zamarznięty wodospad z prawej strony wulkanu.



droga pomiędzy miastami na południu Iranu



nocka na pustyni

Po kilkunastu dniach spędzonych w Teheranie i jego okolicach, postanowiłem, że w końcu trzeba się ruszyć z miejsca i pojadę na południe Iranu trochę pozwiedzać. Najpierw udałem się w kierunku miasta Qom. Ponieważ Teheran jest zbudowany na pochyłym terenie, to teraz miałem cały czas z górki. Poza miastem jedna istotna rzecz rzuciła mi się w oczy. Jak na północy Iranu było zielono, to za to na południu jest istna pustynia. Czasami jedzie się kilka godzin i widzimy jedynie płaski teren. Żadnego budynku, człowieka, ba nawet cienia! Nie ma drzew nie ma nic, więc cały dzień pedałuje się w szczerym słońcu. Oczywiście na takie eskapady trzeba się lepiej przygotować, znacznie więcej wody, jedzenia i muzyki do słuchania. 



Carlos

Na dniach napisałem do Carlosa, Hiszpana, z którym podróżowałem po Gruzji i Armenii. Okazało się, że wraca z południa i kieruje się w moim kierunku. Jako, iż prowadzi tam jedna główna droga to nie było opcji, abyśmy się nie spotkali. Natrafiliśmy na siebie w Qom. Od razu gadka, co i jak u każdego z nas. Nie obeszło się bez pytań, co z Jackiem, ale do dzisiaj nie dostałem odpowiedzi na mojego emaila. Pojechaliśmy razem zrobić zakupy i rozbiliśmy się w miejskim parku. Siedzieliśmy do późnej nocy gotując i gadając, kto jakie miał przygody. Oczywiście nie obyło się bez niespodzianek, o godzinie około 1:00 w nocy zawitała policja, aby przepytać nas, co tu robimy. Carlos niedługo kończy swoją przygodę i wraca samolotem do Hiszpanii. Jako, iż jechaliśmy w przeciwnych kierunkach, następnego dnia z rana się pożegnaliśmy i każdy ruszył w swoją stronę. Jak w każdym państwie miałem masę turystycznych rowerzystów, to w Iranie spotkałem tylko jednego, właśnie Carlosa. 






Odwiedzałem kolejne miasta, a po tym jak kilka już widziałem, to każde następne jest niczym klon. Więc zawiało trochę monotonią, ale jadąc przez kolejną pustynię trafiłem na irańską strefę nuklearną, okolice miasta Kashan. Drogę patrolują wozy policyjne i każdego napotkanego turystę zapraszają do zabawy w 100 pytań oraz będą chcieli sprawdzić, jaki dobry z was fotograf, poprzez przeglądnięcie zdjęć na wszystkich możliwych urządzeniach. Następnie pożegnają się i nakażą jechać przed siebie, bez zatrzymywania się. Taka atrakcja na monotonnej pustyni.



Margo i Ali

Kilka kilometrów dalej zatrzymał się przede mną pickup. Wysiadł z niego Irańczyk Ali, oraz Margo z Francji. Ali wiezie Margo pod granicę z Pakistanem. Zapytali się czy nie chcę się z nimi zabrać, jako iż spędzenie kolejnych długich godzin na pustyni nie widziało mi się za bardzo, to z uśmiechem na twarzy zabrałem się z nimi. Rower wrzuciliśmy na pakę i we 3 wsiedliśmy do dwuosobowej kabiny i przejechaliśmy tego dnia 400km odwiedzając po drodze różne atrakcje.



jeżeli chcemy przywołać pana, używamy lewej części, jeżeli panią, to prawej
wioska Abyaneh



Odwiedziliśmy także wioskę Abyaneh, historyczna wioseczka, w której wszystkie domy są zbudowane z mieszanki siana z czerwoną gliną. Oczywiście jak to z każdą atrakcją turystyczną, trzeba kupić bilet. Aby koszty były niższe Ali zawsze przedstawiał sytuację w następujący sposób – Margo to jego żona, a ja jestem jej bratem. Czyli jedna wielka rodzinka podróżująca po Iranie. Często przekręt przechodził, przez co ceny za bilety były znacznie niższe.






irańska ceramika, ręczne wykonanie
stojak do ręcznej produkcji dywanów

Następnego dnia udaliśmy się do sklepu z dywanami, Margo chciała zakupić jeden na pamiątkę. Spędziliśmy w tym sklepie dobrych parę godzin, poznaliśmy tam także turystów z Austrii, którzy przemierzyli cały Iran w poszukiwaniu najlepszego sklepu z dywanami. Taki znaleźli właśnie w mieście Yazd. Do wyboru były najróżniejsze rozmiary, kolory, oraz materiał, z którego były wykonane. Jedwab, sierść młodego wielbłąda, starego wielbłąda, z wilka i masa innych. Cena za taki dywan oczywiście nie jest niska. Za mały dywanik zaczynają się od ponad 100$, a kończąc się na tysiącach. Aby wykonać dywan rozmiaru 1x1m pracownik musi pracować po 2h dziennie przez 6 miesięcy. 






Shiraz

Po dwóch dniach rozstałem się z moją międzynarodową „rodzinką”. Margo z Alim pojechali w kierunku Pakistanu, a ja natomiast ruszyłem w kierunku Shiraz. Jeszcze słowo na temat Aliego. Całe życie mieszka w Iranie, ale sporo podróżuje po świecie, nawet był w Polsce. Mało tego miał okazję być w Staropolu, jest to miejscowość w województwie Lubuskim, dosłownie kilkanaście km od mojego rodzinnego miasta Świebodzina. Znał również kilka słów po polsku i trzeba przyznać, że nietuzinkowych, np. „kurde, kopnąłeś mnie” albo „stół bez nóg”. Także nie obyło się bez polskiej kur**:)






z trenerem Yaghob

Kierując się na Shiraz, po drodze chciałem zajechać do miasta Abarkuh. Jako, iż ostatnie dni jechałem przez pustynie, a w tym mieście znajdowała się oaza, która na mapie była oznaczona, jako wielka atrakcja. Nie mogłem ominąć tego miejsca. Wyobrażałem sobie palmy, roślinki, może jakiś zbiornik wodny, a po długich poszukiwaniach znalazłem jedno drzewo z kawałkiem trawy… Stanąłem jak wryty i nie wierzyłem własnym oczom. Ale za to na wylocie z miasta zaczepił mnie jeden koleś jadący w aucie. Okazało się, że jest to maniak rowerowy, ma swój sklep i jest trenerem grupy MTB. Na imię miał Yaghob. Od razu zaoferował pomoc, podzwoni po znajomych w miastach, które będę odwiedzał, aby mnie przenocowali i pokazali tutejsze atrakcje. 



przejażdżka z Alim i Javidem






takie tam w ogrodzie ;)



Dzięki Yaghobowi miałem nocleg w mieście Sa’adat Sahr. Mieszkał tam Ali, były generał wojsk Irańskich z wojny z Irakiem. Aktualnie jest na rencie wojennej. Spędziłem z nim 3 dni, przy czym znał on może z 20 słów po angielsku, a ja jeszcze mniej po farsi. Ale dawaliśmy jakoś radę. Polecam każdemu, ciekawe doświadczenie. Ugościł mnie po królewsku, a jego żona ugotowała najlepsze abgusz, jakie w życiu jadłem. Dzięki niemu poznałem także Javida. Razem we 3 pojeździliśmy po okolicy, między innymi do wioski, w której mają pewien układ z policją, nigdy tam nie zagląda. Przez co cała wioska to jedna wielka plantacja marihuany. 



makieta Persepolis






z generałem Alim
grobowiec
Ali zabrał mnie do Persepolis, jest to dawna stolica Iranu, aktualnie miejsce historyczne i turystyczne. Kamienne pozostałości sprzed tysięcy lat. Na miejscu poznałem jednego pana, 77 letni Irańczyk. Z zawodu archeolog, który dzięki swojej pracy odwiedził 137 krajów w tym Polskę, oraz mówi biegle w ponad 10 językach. Aby można było zwiedzić Persepolis, najpierw trzeba zakupić bilet. Ali, jako miejscowy zapłacił 1 tys. tuman, a ja, jako turysta 15 tys. tuman. 






laser, najlepszy straszak na dzikie psy
na pace pickupa z rowerami

W ostatni dzień jak opuszczałem Ali’ego, postanowił, że pojedzie razem ze mną na rowerze do Sziraz oddalonego o 110km. Dodam, że Ali ma 55 lat. Po drodze oczywiście, co chwila zahaczaliśmy o jego znajomych. W jednym mieście zajechaliśmy na obiad do jego kolegi, z którym razem służył na wojnie. Mieliśmy dużo punktów na naszej trasie, wszystko się przeciągnęło i jak już było ciemno Ali zdecydował, że złapiemy stopa, aby dowiózł nas ostatnie km pod górę do miasta Sziraz.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz