środa, 25 maja 2016

#100 Jak wyglądał serwis roweru podczas wyprawy, oraz parę porad


W tym poście opowiem trochę o moim rowerku, który wiózł mnie przez ładny kawałek świata i spisał się idealnie. Owszem było parę awarii, ale na dystansie 19.000km nie ma opcji, aby coś się nie zepsuło.


Nie był to rower za 10 tys. zł, jest to rower średniej półki, szacuję, że jego cena mogła wynosić 2500 - 3000zł. Rower został podarowany przez firmę SPRICK Sp. z o.o., która mieści się w Świebodzinie.


eksplozja tylnej opony w Turcji

Pierwsza z poważniejszych usterek, eksplozja tylnej opony w Turcji. Mało tego, po środku 4 km tunelu. Podejrzewam, że była to fabryczna usterka. Na drugiej takiej samej oponie przejechałem 19000 km i dalej nadawała się do jazdy. Opony Schwalbe Tour 26".

co 250km serwis napędu

Jeździłem systemem dwu łańcuchowym. Czyli co każde 250km czyściłem cały napęd, ściągałem łańcuch (używałem spinek, więc zajmowało to dosłownie 2 sekundy) i zakładałem drugi. Po następnych 250km powtórka, czyszczenie i zmiana łańcucha. Średnio co 1000km przeglądałem cały rower, aby sprawdzić czy coś się poluzowało, bądź zaczęło gdzieś ocierać. A uwierzcie, podczas jazdy w terenie gdzie nas wytrzepie, śruby migiem się luzują.

irański majster dopadł się do mojego roweru

na stole operacyjnym

z lewej kaseta po 8000 km a z prawej nówka

Pierwszy poważny serwis miałem w Iranie po 8000km. Nie był wymagany, wymusiła na mnie to sytuacja i problem z wizami. Byłem zmuszony przeskoczyć kawałek nad stanami oraz Chinami, więc musiałem zredukować bagaż. Wymieniony został cały napęd poza przednią korbą i supportem, a dokładnie:
-kaseta
-2 łańcuchy zamienione na nowe  2 sztuki
-tylny napinacz łańcucha
-tylna ośka wraz z kulkami, miski nie były wymieniane
-klocki hamulcowe

Po 8000km części nadal nadal były w dobrej kondycji, wszystko to zawdzięczałem czyszczeniu napędu, systemu dwu łańcuchowemu oraz podczas jazdy używałem wysokich biegów, czyli lekkich. Zamiast siłowo cisnąc w pedała, kręciłem szybciej bez większego oporu. Dla porównania na mojej pierwszej wyprawie po przejechaniu zaledwie 3000km cały napęd był do śmieci. Wszystko dlatego, że nie wykonywałem powyższych czynności i jechałem typowo siłowo, najniższe biegi i cisnąłem ile wejdzie na stojąco. Kolejnym minusem takiej jazdy był ból w kolanach. Na tej wyprawie dzięki lekkiej jeździe nie odczuwałem bólu.

przygotowanie roweru do lotu

W Singapurze jechałem 30km z kartonem na lotnisko 

Nieprzewidziany lot, ale tak to już jest, nie da się wszystkiego przewidzieć. Aby móc zabrać rower do samolotu, trzeba go spakować w kartonie, który dostaniemy w sklepie rowerowym. Z samym rowerem, to nie problem, musimy zdemontować oba koła, spuścić powietrze. Następnie obrócić kierownicę, rozkręcić oba bagażniki, błotniki, opuścić siodełko i wykręcić pedały. Dzięki takiemu zabiegowi rowerek wejdzie bez problemu. Następnym krokiem jest upchanie wszystkich bagaży do tego samego kartonu. Zazwyczaj limit wagowy w liniach lotniczych wynosił 32kg. Czasami zezwalali za dopłatą pakować więcej, słoną dopłatą... 

po 210km w Tajlandii podczas pory deszczowej

Poniżej jest zestawienie wszystkich usterek, bądź serwisów, które miały miejsce podczas wyprawy. Wszystko opisane włącznie z dniem wyprawy, datą oraz kilometrażem. Jeżeli ktoś chce, mogę podesłać plik z excela.






w Kambodży po ulewie glina zapchała cały napęd, przez co musiałem nieść rower na plechach do pierwszego bajora
także Kambodża, drogi niczym z dzikiego zachodu, w kierunku stolicy
regulacja tylnego napinacza bez stojaka
pedały od wietnamca, zapłaciłem 40zł a rozleciały się po kilkudziesięciu km, oba tak samo!
tak podróżował jeden z napotkanych chińczyków
wersja super light na 3 tygodniowy urlop

próba ratowania opony, wydęło balon
niestety po kilkudziesięciu km wymieniłem oponę, aby nie stracić dętki

strzeliła linka od przedniej przerzutki, bez zapasowej w górach można by się zapłakać
podczas próby wymiany supportu pierwszy serwis spasował po 2h

kolejny, sukces po 3h walki
support po 12500km
W Laosie miałem kolejną z poważniejszych awarii. Zaczęło się od trzasków w supporcie, ale nie mieli w miejskim sklepie tego podzespołu. Więc postanowiłem jechać dalej, wszystko zaczęło się sypać. Cały support w środku się rozleciał, wszystko trzymało się jedynie na oście, przez co podczas pedałowania cała przednia korba chodziła lewo, prawo co skutkowało ciągłą zmianą biegów. Stwierdziłem, że koniec, przez taką jazdę zarżnę resztę podzespołów. Łapałem stopa, zostało mi 150km do Wientiane, stolicy Laosu. Tam zaczęła się walka z wyjęciem skorodowanego i spuchniętego supportu z ramy. Pierwszy fachowiec po 2h chciał grzać ramę palnikiem, ale odmówiłem. Następnego dnia poszedłem do kolejnego, który wziął długą metalową rurę, dzięki takiej dźwigni udało się wykręcić cały złom. Za nowy support, pedała już konkretne i regulację przerzutek zapłaciłem 150zł.

bagażnik ratowałem na wszystkie możliwe sposoby, taśmą oraz sznurkami

podczas drugiej wizyty w Tajlandii został wymieniony na nowy za 40zł
podczas całej wyprawy miałem 26 flaków, tak jak na zdjęciu nie każdą dętkę dało się odratować
z dziećmi także można podróżować, rowerowa rodzinka z Francji

jak młodsza była zmęczona, to podczepiali ją pod rower taty, który ją ciągnął.

starsza 7 lat, a młodsza 5

podczas noclegów rower przypinałem do namiotu, jeżeli nie było nic w okolicy



Na koniec wspomnę jeszcze o jednej dość istotnej kwestii. Zabrać ze sobą tylko podstawowe narzędzia, czyli:
-klucz płaski 15 
-klucz płaski 10 jeżeli mamy bagażnik przedni od Crosso
-pompkę, którą można podeprzeć na ziemi, aby nie pompować w rękach 
-plastikowe (lżejsze) łyżki do ściągania opony
-zestaw do łatania dętek
-klucz scyzoryk rowerowy, tam będziemy mieli imbusy, krzyżak, płaski itp
-butelkę 50ml oleju do łańcucha
-małą butelkę WD-40
-dodatkowo miałem jeszcze scyzoryk Victorinox, w nim często korzystałem z małych kombinerek, aby wyciągać powbijane w oponę śmieci, czy przyciąć za długą linkę
-rękawiczki robocze oraz trochę szmatek do czyszczenia napędu

Taki zestaw w pełni wystarczy, aby dokonywać wszystkich niezbędnych napraw. Zapomnijmy o narzędziach do zmiany kaset, odkręcenia korby, czy skuwaczy do łańcucha. Ważą dużo, a użyjemy tych narzędzi pewnie raz, gdy trzeba będzie zmienić cały napęd. Zamiast wozić, lepiej udać się do serwisu rowerowego i tam nam wymienią, jeżeli chcemy robić sami, to jak ładnie poprosimy, na pewno ktoś udostępni narzędzia. Taki serwis wykonuje się z wyprzedzeniem, a nie nagle na poboczu drogi w syfie.

szerokiej drogi!

Jeszcze mały tip na koniec. Jak złapiemy kapcia i szukamy dziury w dętce, zamiast oznaczać ją markerem, urwijcie kawałek cienkiej gałązki, czy trawy i wsadźcie w dziurę. Dzięki temu nie zgubicie miejsca, gdzie trzeba przykleić łatę.


Jeszcze raz chciałbym podziękować firmie SPRICK Sp. z o. o., a szczególnie panu Dyrektorowi Sebastianowi Gaikowi za podarowanie roweru na tak wspaniałą wyprawę.

1 komentarz: