wtorek, 17 maja 2016

#97 Filipiny cz. 3


Moja droga prowadziła na północ, więc po raz kolejny musiałem przejechać wzdłuż wyspę Bohol , tym razem na rowerku. Drugiego dnia dojechałem na zip line i tym razem udało mi się zjechać. Jeden ślizg w jedną stronę i drugi z powrotem na wysokości 420m nad kanionem. Cena 390php, warte polecenia, jeżeli jesteśmy w okolicy. 


profilaktycznie drabinka pod drzwiami


woda i prąd nadal były :)











prom dobił do portu

Przygoda na wyspie Bohol dobiegła końca, czas na prom na kolejną już dużą wyspę Leyte, miasto Bato. Ten etap podróży był wyjątkowo nudny i ciężki. Codziennie walka w pełnym słońcu po górzystych terenach. Nie ma znaczenia, czy jadę przy morzu, czy przez środek wyspy. Wszędzie są góry. Te tereny, aż do wulkanu Mayon są całkowicie antyturystyczne. Przez kilka dni nie widziałem żadnego białasa, a reakcja miejscowych dawała jasno znać, że nie widują za często turystów. Całe dnie znowu wałkowanie cholernych tekstów „Hej Joe”, „Where are you going?”… Czasami już dałem po hamulcach i po pytaniu w moją stronę, „Co tam słychać?”, ciągnąłem za język i chciałem kontynuować rozmowę, ale najczęściej z marnym skutkiem. Albo filipino nie znali nic więcej po angielsku, albo po prostu byli zbyt zaskoczeni i onieśmieleni, że biały się zatrzymał i zaczął z nimi rozmawiać. Tak samo reakcja dzieci na mój widok, od radości, przez szok i nawet płacz. Te ostatnie zwłaszcza u małych bąbli, co pewnie pierwszy raz widziały białego.




2 dni bez kąpieli, modliłem się o prysznic, aż nagle zobaczyłem łazienkę, otwartą i z bieżącą wodą!!!






ryżowy ryż wszędzie






Teraz nieco zniszczę wasz tok myślenia na temat pięknych tropików, krystalicznej wodzie i białym piaseczku. Oczywiście w każdym kraju gdzie byłem można była doświadczyć takiego raju na ziemi, ale… zawsze jest, ale. Sytuacja podobna jak w Malezji, może nie ma aż takiej katastrofy, ale jak chcemy mieć rajskie plaże, to w 90% przypadków zawsze trzeba się udać na oddalone wyspy. Przy stałym lądzie, albo dużych wyspach jak na filipinach zapomnijcie, że czegoś takiego doświadczycie. Przykładowo trasa, którą jechałem, aż do wulkanu Mayon. Setki km, a mój tyłek ani razu nie zamoczył się w morzu. Najczęstszym problemem był po prostu brak dojścia do morza spowodowane skarpami, urwiskami, albo prywatnymi posesjami. A jak już dostaniemy się do morza, to tylko zobaczymy wielki syf, brud i smród. Taka jest rzeczywistość i tak było niemal w każdym kraju.


zejście  do wodospadu Pagsanjan












wulkan Mayon z 50km
piękna potęga

Po wielkiej męczarni i nudzie dojechałem do podnóża wielkiego i przepięknego wulkanu Mayon. Najpierw udałem się do miejscowości Legazpi. Tutaj musiałem się przeorganizować, zaopatrzyć i znaleźć przewodnika. Zrobiłem małe rozeznanie i wszyscy jednogłośnie mówią, że sam nie mogę tam iść, potrzebny przewodnik. Dodatkowo jak chcemy się udać do samego krateru, to wymagane jest pozwolenie i obowiązkowo maska gazowa, ponieważ wulkan jest nadal aktywny.

potrawy do wyboru

kuchnia od zaplecza

przygotowywanie porcji kateringu

sos sojowy, to podstawa w Azji

gotowanie pełną parą

Aby lepiej się myślało, najpierw trzeba coś wrzucić na ruszt. Udałem się do jednej knajpki. Zamówiłem śniadanie i tak od słowa do słowa z właścicielką udało się nagrać przewodnika oraz nocleg w knajpie za darmo. Przyjechał przewodnik i z miejsca powiedział, że na szczyt nie wejdzie ze mną i raczej nikt tego nie zrobi po ostatniej tragedii. Wulkan eksplodował, przez co zginęła grupa 5 osób, która była blisko szczytu. Lepsze rydz niż nic. Uzgodniliśmy cenę, która teraz wiem, że była stanowczo za wysoka, 3500php. Siedliśmy na skuter, małe zakupy i na wulkan. Mój rower z bagażami zostawiłem w knajpie.

w drodze na wulkanu








wulkan Mayon 2500m n.p.m. drugi najwyższy szczyt Filipin




wieża kościelna, która ocalała po jednej z erupcji

Wulkan przepiękny, cudowne widoki. Wspaniała przygoda, którą polecam każdemu, tylko pamiętać o obuwiu. To podstawa! Teraz jestem w stanie stwierdzić, że mogłem sobie darować przewodnika i iść samemu na wulkan. W końcu trochę w życiu się szlajałem po najróżniejszych dziczach. Najlepszym pomysłem jest zabrać plecak jedzenia, namiot i udać się tam na 2 dni. Ale moja wycieczka trwała zaledwie kilka godzin, ale mimo wszystko zakochałem się w tym wulkanie. Później jeszcze podjechaliśmy pod słynną wieżę kościelną, która jako jedyna ocalała po erupcji wulkanu. 

C.d.n.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz