piątek, 13 maja 2016

#95 Cel osiągnięty Filipiny cz. 1


Po 10 miesiącach tułaczki po świecie dotarłem na moje wymarzone Filipiny. Nie było lekko, i nikt nie mówi, że teraz ma być. Czas sprawdzić, czy Filipińczycy są faktycznie tak gościnni jak mawiają, a ich kuchnia będzie w stanie skraść moje podniebienie. Przygodę czas zacząć!!!

witajcie Filipiny



Samolot tym razem był mniejszy, więc trochę nas wytrzepało, ale udało się, doleciałem. Odebrałem moje pakunki i zacząłem składać mój domek na dwóch kółkach i ruszyłem jeszcze niepewnym krokiem ku miastu Cebu. Od razu odczułem różnicę, niby jak każdy inny azjatycki kraj, a jednak inny. 

geepse, miejskie busiki

Pierwsze, co mi się rzuciło w oczy, to ich latynoski styl bycia i ubierania się. Trochę takim Meksykiem zawiało. Następnie były geepse, czyli stare amerykańskie jeepy przerobione na minibusy, które są głośnie i kopcą jak smoki. I kropkę nad i postawili ochroniarze, którzy są wszędzie, każdy jeden sklep, apteka, czy inne miejsce, gdzie obraca się pieniądzem. Uzbrojeni od rewolwerów po strzelby kończąc na karabinach maszynowych. Jedziemy dalej.


filipińska kuchnia nie jest taka zła jak ją opisują

Azjaci mają świra na punkcie wybielania



ketchup bananowy

wszędzie suszone ryby


Pierwsza sprawa, musiałem zdobyć dostęp do Internetu. Znalazłem McDonalds i tam się rozbiłem. Sprawdzam wiadomości i jedna z couchsurferek, Eds odpisała, że może mnie ugościć. Po drodze jeszcze zakupiłem kartę sim z 1gb Internetu na miesiąc za 30zł. Couchsurferka ostrzegła mnie, że mieszka w slumsach, czyli biednie, brudno i teoretycznie niebezpiecznie. Z miejsca ją uświadomiłem, że mało, co mnie jest już w stanie zaskoczyć. Oczywiście dojechałem, ochroniarz z giwerą wpuścił mnie na podwórko. Ogarnąłem się i poszliśmy na miasto w tango. Noc pozytywnie zakręcona.

balot

słynny filipiński rum

goląkowa przekąska w barze

sisig
Tutaj także spróbowałem pierwszy raz lokalny przysmak balot. Jest to jajko, czasami kaczki, ale tym razem kurczaka z kilkunastodniowym embrionem w środku. Taki nie do końca rozwinięty kurczaczek. Mamy do wyboru 16, 17 i chyba z tego, co pamiętam 18 dniowe. Im starsze, tym w środku bardziej przypomina pisklę. Największą barierą jest nasz umysł, tak wygląda to obleśnie. Ale w smaku nie było złe, przyrównałbym do słabej jajecznicy. Zjadliwe.

Z Eds zostałem kilka dni, sporo opowiedziała mi o swoim kraju i także o relacjach lokalnych niewiast z osiwiałymi turystami. Filipińczycy słyną z tego, że na pierwszym miejscu jest rodzina, są w stanie dla niej zrobić bardzo dużo. Na przykład nastoletnia córka zostanie prostytutką, aby wspomóc finansowo biedną rodzinę. 

Mentalność i nastawienie do życia także jest tutaj trochę inne. Na pierwszym miejscu jest potomstwo, następnie praca, kariera, może marzenia. Zazwyczaj dziewczyny mają pierwsze dziecko w wieku 20 lat. Jeżeli kobietka ma już więcej jak 25 wiosen, to uznawana jest za starą pannę! Warto także wspomnieć o terminie jak „filipino time”. Tutaj nikt się nie śpieszy, na wszystko jest czas. Więc nie zdziwcie się jak się umówicie na godzinę 12 a gość przyjdzie o 14, albo i później. Jest to kompletny standard. 


Jesteś zmęczony, to kładziesz się i śpisz, oczywiście, to jest najmniej istotne gdzie, czy ktoś na ciebie patrzy… byle słońce nie smaliło w twarz. Filipiny można nazwać wielkim przedszkolem i do dosłownie. Wszędzie biegają dzieciaki uśmiechnięte od ucha do ucha. Ten kraj jest naprawdę biedny, ale tak pozytywnej aury i uśmiechniętych ludzi, to chyba nigdzie jeszcze nie widziałem. 


W porównaniu z Europejczykami materialnie nie mają nic, ale za to mentalnie daleko nam do nich.





Filipińczycy wręcz kochają Amerykę. Dla nich każdy biały, to „amerykano”. Sportem narodowym jest oczywiście koszykówka. A ludzie, na co dzień chodzą w koszykarskich strojach. Kapitalny nastrój sprawia muzyka. Wszędzie usłyszymy stare amerykańskie przeboje. Przez wszystkie wyspy unosi się wspaniała muzyka, którą każdy musi znać. 

Przemierzając rowerkiem kolejne mieściny, ludzie wielokrotnie zaczepiali mnie w stylu:

-Hey Joe! How Are you? Where are you going?...

I tak cały bity dzień. Powtórka z Kambodży? Oczywiście rozumiem, że ludzie mają pozytywne nastawienie, ale słuchając tego po kilkadziesiąt razy od rana do wieczora, z następnym „Hej Joe” chce się po prostu dać komuś w pysk.

A dlaczego Joe? Kilka wersji słyszałem o tek ksywce, którą dostają z miejsca wszyscy biali. Tak dla każdego lokalsa jesteśmy Joe i to nie jest nic negatywnego. Z mojego rozumowania Joe powstał z czasów, kiedy wojska amerykańskie stacjonowały na filipinach, a w głośnikach rozbrzmiewał hit Jimiego Hendrixa „Hej Joe”. 

Podczas rozmów z lokalnymi zawsze pytali się mnie o to samo:

1. Żonaty?

2. Masz filipińską dziewczynę?

3. Dzieci?

4. Ile masz lat?

Standardowy zestaw pytań. Jeżeli na pierwsze 3 pytania odpowiemy NIE, to z miejsca zaraz będą proponować kobiety na żony. Dla rodziny jest to powód do dumy, gdy córka wyjdzie za białego. Najlepiej, aby jeszcze był z wymarzonej ameryki i z workiem pieniędzy. Oj tak, worek będzie potrzebny, tak jak wcześniej wspomniałem, rodzina jest na pierwszym miejscu. Więc jeżeli poślubimy filipinkę, to także i całą jej rodzinę. Zacznie się wysyłanie listów z pieniędzmi, aby wesprzeć chorą ciotkę, czy aparat na zęby dla młodszego brata. Oczywiście od czasu do czasu także trzeba wysłać z bogatej Europy paczkę z kosmetykami, łakociami i wszystkim, co się da. Filipińska tradycja.

tutaj był już 24. kapeć podczas całej trasy


uśmiechu na mojej twarzy w tym momencie byście nie ujrzeli 



wszędzie hodują szczypior

im bliżej szczytu tym gorzej z pogodą



zmęczenie dawało w kość

kto by pomyślał, rower ze SPRICK'a dojechał na Filipiny :)



Starczy o zwyczajach, wróćmy do wyprawy. Po Cebu udałem się na południe, ale odbiłem w góry. Miały być tam piękne widoki, a trafiłem na mgłę jak mleko z dodatkiem deszczu. Drogi były makabryczne, kompletny offroad. Oczywiście jak to w górach, masa podjazdów na dodatek bez asfaltu. Nie powiem, pierwszy dzień pedałowania ładnie dał w kość. Ale za to, jak zjeżdżałem z gór, to widoki przepiękne. Gdzie się nie obejrzałem, to było widać kolejne wyspy na horyzoncie błękitnej wody.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz