![]() |
| Sziraz |
Dotarliśmy do Sziraz, tutaj rozstałem się z generałem Alim, a za to przejął mnie Parsa, kolega Javida.
Parsa jest zapalonym zawodnikiem MTB, więc następnego dnia pobudka 5:45 rano i rowerami pojechaliśmy w góry. Kolejnego dnia także sporo maszerowaliśmy po górach.
Parsa jest zapalonym zawodnikiem MTB, więc następnego dnia pobudka 5:45 rano i rowerami pojechaliśmy w góry. Kolejnego dnia także sporo maszerowaliśmy po górach.
![]() |
| z Parsą |
![]() |
| Parsa z siostrą Jaskółką |
Przyznam, że ta rodzinka jest kapitalna. Rodzicie w młodości śpiewali po imprezach, więc po każdym posiłku dawali popis swoich muzycznych umiejętności. Zaś ich przepiękna córka Jaskółka (tłumaczenie imienia z perskiego), szkoli się na pilota boeinga. Na razie ma 2 belki i lata mniejszymi samolotami. Miałem także okazję spróbować kolejnych kapitalnych posiłków z irańskiej kuchni.
![]() |
| matryca po zajęciach jogi |
Jednego dnia mama Parsy powiedziała, że była instruktorką jogi, więc nie mogłem zmarnować takiej okazji i z nią poćwiczyć. Nieopodal nas na podłodze leżał mój laptop, muzykalni rodzice bardzo chcieli posłuchać polskiej muzyki. I pech chciał, że podczas ćwiczeń kobieta straciła równowagę i rozdeptała mi matrycę. Oczywiście cała popękana i jedyne wyjście to wymiana na nową. Następnego dnia zaczął się maraton po serwisach, aby zdobyć pożądaną część, lecz problem jest w tym, iż ten model laptopa z niestandardową matrycą 12.5” nie został wypuszczony na rynek irański. Dostałem pieniądze na naprawę i spróbowałem szczęścia w Teheranie. Udało się, wymienili, ale wstawili złego typu (błyszcząca) i skasowali jak za zboże 95$... Ale laptop działa to najważniejsze.
![]() |
| tradycyjne stroje |

![]() |
| wnętrze meczetu |
Z Parsą i jego mamą wybrałem się do meczetu. Zanim weszliśmy do środka, mieliśmy okazję wysłuchać nawoływania do modlitwy, które odgrywała grupa mężczyzn na dachu, uderzając w masywne bębny. Huk przyciągnął okoliczne ptaki, które zaczęły widowiskowo krążyć na niebie. Przyznam, że nie przepadam za religijnymi miejscami, ale jak wszedłem do środka, to szczęka mi opadła. Wszystkie ściany wyłożone błyskotkami mieniącymi się we wszystkich kolorach. Po środku pierwszego pomieszczenia znajdowała się masywna krata ze srebra (nie można było robić zdjęć), w której znajdował się grobowiec. Efekt naprawdę niesamowity.
![]() |
| charytatywny koncert |
![]() |
| gwiazdy wieczoru |
![]() |
| drobiazgi ręcznej roboty |
![]() |
| z rodzinką w komplecie |
Tego samego dnia jeszcze udaliśmy się na koncert charytatywny, zorganizowany dla ludzi cierpiących na nowotwór. Można było zakupić tam najróżniejsze produkty ręcznej roboty oraz zjeść pierogi! Zespół, który grał nie był wielką gwiazdą, ale chłopaki dawali radę, od razu wpadało w ucho. Długo tam nie mogliśmy siedzieć, ponieważ o 24:00 miałem autobus do Isfahan. Oczywiście z eskortą pod sam terminal. Z rodzinką spędziłem 2 wspaniałe dni, które na długo zapadnę mi w pamięci.
![]() |
| Pone, administratorką grupy "Atlas" |
Po 6h jazdy autobusem z samego rana dojechałem do miasta Isfahan. Czekała już tam na mnie Pone, koleżanka Yaghoba, trenera rowerowego, którego poznałem wcześniej. Tak, dosłownie z miasta do miasta byłem przekazywany od znajomego do znajomego. Pone jest administratorką grupy MTB „Atlas”. Jako, iż mieszka 20km poza miastem, spakowaliśmy wszystkie sakwy w auto, a ja na rowerze pognałem za jej autem. Jak zobaczyłem Pone, to pomyślałem sobie hmm pewnie ma z 33 lata, co się później okazało, jest matką 2 córek,starsza ma 19 lat. Zacząłem liczyć i mówię do niej, że musiała bardzo młodo urodzić pierwsze dziecko, kilkanaście lat…, okazało się iż, ma ona 43 lata!!! Niesamowite, pytałem się o jej sekret wiecznej młodości, odpowiedziała, że po prostu dobre geny.
![]() |
| rower u "magika" |
Udaliśmy się do klubu rowerowego, gdzie dołączył do nas szef i trener grupy „Atlas” Shahram Afshar. Jak się dowiedział, że na rowerze przyjechałem z Polski, to z miejsca zabrał się za dopieszczenie mojego roweru. Czyszczenie, regulowanie, dosłownie magik i mistrz w jednej osobie. W międzyczasie Pone pokazała mi swój skuter elektryczny, korzystając z okazji wybraliśmy się na przejażdżkę po okolicy. Nie było w by w tym nic nadzwyczajnego, ale jak już mieliśmy zamiar wracać do bazy, to akumulatory odmówiły posłuszeństwa i mieliśmy godzinny spacerek powrotny z pchaniem maszyny.
![]() |
| przysmak Isfahan - gaz |
![]() |
| główny plac w Isfahan |
Wróciliśmy do domu, spakowaliśmy się w auto z Alim, kuzynem Pone. Ruszyliśmy do centrum, abym mógł zobaczyć miejskie atrakcje. Przyznam, że jak zobaczymy ze 3-4 irańskie miasta, to następne nie robią już wrażenia, dosłownie wyglądają jak klony. Każde miasto z czegoś słynie, jak Tabriz z ręcznych perskich dywanów, to Isfahan ze słodkości o nazwie GAZ. Ciężko opisać, co to dokładnie jest, coś pomiędzy ptasim mleczkiem a chałwą, przepyszne.
![]() |
| wycieczka w teren z grupą "Atlas" |


![]() |
| z trenerem Shahram Afshar |
![]() |
| impreza urodzinowa najmłodszego członka klubu |
Popołudniu czekała na mnie lepsza atrakcja, wyjazd w teren z grupą MTB. Dzisiejszy dzień był lajtowy, ze względu na to, iż zebrała się większość grupy, od tych najmłodszych po seniorów. Często słyszałem jedną bzdurę, od razu to sprostuję - tak kobiety mogą jeździć na rowerze w Iranie. Świetna sprawa, a tereny do jazdy rowerem kapitalne. Jak dojechaliśmy do połowy drogi, zrobiliśmy przerwę na smakołyki, a jedna z rowerzystek ukazała nam swój talent do śpiewania tradycyjnej irańskich piosenek. Oczywiście każdy z grupy chciał sprawdzić, jaką kondycję ma polaczek i co chwila się z kimś ścigałem. Jako, iż jechałem bez sakw, to dosłownie leciałem tym rowerem, nie czułem go, więc skutkowało to tym, iż wszyscy ze mną przegrali. Po powrocie przygotowaliśmy klub na urodziny jednego z najmłodszych uczestników klubu. Były śpiewy, tańce i wyżerka na całego.
Na zakończenie dnia załapałem się jeszcze na domówkę u Pone brata. Tak pierwsza popijawa w Iranie po prawie 1,5 miesiącu. Mieliśmy pić tradycyjny, lecz zakazany alkohol, który nazywa się arak. Jest wytwarzany z winogron, smak dużo lepszy niż tradycyjna wódka. Oczywiście poniosła mnie wyobraźnia, w końcu to nie Polska, lecz Iran, w którym mają nieco inne pojęcie na temat zakraplanej imprezy. Skończyło się na litrowej butelce na 6 osób. Oczywiście Irańczycy się podpili i na koniec zapytali, czy ja jestem pijany??… nie, ja jestem z Polski :)
![]() |
| serwis przed wylotem |
![]() |
| kaseta po lewej ma przejechane 8000km a po prawej nówka |
Następnego dnia z samego rana udałem się do klubu rowerowego w celu pozbycia się mojego nadbagażu. Tak plany wyprawy kompletnie się zmieniły. Wizę do Turkmenistanu mi odmówiono, z wizą do Chin problemy, więc po przekalkulowaniu wydatków stwierdziłem, że najlepszą drogą będzie lot prosto do Tajlandii, Bangkoku. Jako, iż mój rower z bagażami ważył prawie 70 kg, a do samolotu mogłem spakować jedynie 30kg oraz bagaż podręczny, więc musiałem dokonać konkretnej redukcji w moich bagażach. Pierwsze, co trener w klubie wymienił mi wszystkie możliwe części napędu, jaki miałem ze sobą. Choć po 8 tys. km w cale to nie było jeszcze potrzebne, ale sytuacja do tego zmusiła. Wymienione zostały:
-2 łańcuchy;
-kaseta
-tylna ośka z kulkami
-napinacz łańcucha
-oraz naprawione wszystko, co odkładałem na później
Jednym słowem rower był odświeżony na maksa. W ramach podziękowania podarowałem większość narzędzi oraz pozostałe części zapasowe, jakie miałem. Obie strony były zadowolone.
![]() |
| elita irańskich dwóch kółek |

Następnie po południu udaliśmy się z elitą dwóch różnych irańskich grup MTB na przejażdżkę po górach. Był tam między innymi trener Yaghob (były złoty medalista Iranu) oraz kilku czołowych zawodników kadry irańskiej, w tym 3 kobiety. Zakochałem się w MTB momentalnie, zwłaszcza w tym surowym terenie. Adrenalina nieziemska, jak pędzi się z góry, a na drodze musimy slalomem wymijać leżące kamienie. W terenie spotkaliśmy także jednego z czołowych zawodników Downhill w Iranie. Akurat trenował, a jego znajomi kręcili materiał video do filmu. W tym sporcie to trzeba dopiero mieć jaja jak arbuzy.
2 dni spędzone w mieście, czas na zmianę i znowu kolejny nocny autobus, tym razem po raz kolejny powracam do Teheranu. Dojechałem w środku nocy, a jako, iż nie mam szczęścia do irańskich autobusów nie obyło się bez problemów. Zakupiłem bilet z wysiadką na terminalu „Argentyna”, lecz nie wiadomo, czemu jazda zakończyła się 15km wcześniej. Tak, więc czekała mnie kilkunastu kilometrowa przejażdżka w środku nocy po stolicy Iranu. Oczywiście po raz kolejny kierowałem się do noclegu z Couchsurfingu.
Do wylotu z Iranu zostały mi 4 dni. Na ostatnie 3 dni z pewnych powodów przeprowadziłem się do Ehsana i Ghazeleh, których wcześniej poznałem w Hamadan. Jako, iż mieszkali nieopodal Teheranu, tam przygotowywałem się do wylotu. W ramach podziękowań chciałem, ugotować im polskie danie. Nie myślałem, że zebranie składników będzie takim ciężkim zadaniem. Więc padło na zupę cebulową, którą mnie nauczyli robić w zielonogórskim akademiku. Prosta, szybka i pyszna. Znajomi tak się ją objadali, że nie zakończyło się na jednej misce. (dzięki Emil ;)

W Iranie spędziłem 1,5 miesiąca. Przed wjazdem miałem pewne obawy przed tym islamskim krajem, ale byłem pewny, że będzie świetnie. I się nie myliłem, było kapitalnie. I to ze względu na 2 aspekty, przepiękna natura, oraz wspaniali ludzie, którzy ugościli mnie lepiej niż rodacy z własnego kraju. Tutaj znaczenie słowa przyjacielski i pomocny ma całkiem inną skalę, która pewnie dla większości narodów nigdy nie będzie nawet w stanie do wyobrażenia. Poznałem w tym kraju masę ludzi, dzięki którym mogłem zagłębić się w kulturę i zwyczaje. Nie jest to prosty kraj do życia, ze względu na rząd, który wszystkiego zabrania, a społeczność go przez to nie cierpi. Ale ciepło duszy bijące od tych wspaniałych ludzi rekompensuje wszystko. Jednego jestem pewien, na pewno będę musiał tam kiedyś wrócić.
W Iranie przejechałem łącznie 4900km.
Z czego 2317km w 137h na rowerze. I nie złapałem ani jednej gumy!!!
Oraz:
Okolice Tabriz 350km autem
Hamadan 2x po 320km autobusem oraz 70km autem
Teheran - Damavand 200km autem
Następnie za miastem Kaszan jazda autem aż do Yazd 380km
Sziraz - Isfahan 480km autobusem
Isfahan - Teheran 450km autobusem




















Brak komentarzy:
Prześlij komentarz