Im dalej na południe tym coraz piękniej. Wspaniałe plaże, więcej dzikiej natury i roślinności. Kąpiąc się w krystalicznej wodzie, zobaczyłem, że nieopodal jedzie kolejny podróżnik rowerowy. Zagwizdałem i okazał się nim Michael, ze Szkocji.
Ten dzień podróżowaliśmy razem, koleś tak samo jak ja lubił mocniej depnąć w pedały. Wiec na głównej drodze, gdzie nie było za wiele atrakcji, urządziliśmy wyścig na odcinku kilkudziesięciu km. W końcu trafiłem na godnego rywala, walka była zacięta. Wieczorem każdy ruszył w swoją drogę, w tym przypadku nawet dobrze. Jak to szok, jego akcent był dla mnie koszmarny. Rozumiałem może 50% z tego, co mówił, a mówił bardzo dużo…
Ten dzień podróżowaliśmy razem, koleś tak samo jak ja lubił mocniej depnąć w pedały. Wiec na głównej drodze, gdzie nie było za wiele atrakcji, urządziliśmy wyścig na odcinku kilkudziesięciu km. W końcu trafiłem na godnego rywala, walka była zacięta. Wieczorem każdy ruszył w swoją drogę, w tym przypadku nawet dobrze. Jak to szok, jego akcent był dla mnie koszmarny. Rozumiałem może 50% z tego, co mówił, a mówił bardzo dużo…
![]() |
| pierwszy zdobyty kokos |
Trafiłem na lasek palmowy, tuż przy morzu. Od razu po hamulcach i tam zajechałem. Palmy miały około 3m, więc próbowałem nazrywać sobie kilka. I nie jest to w cale takie proste zadanie jakby mogło się wydawać. Bardzo mocno trzymały się swoich pędów. Teraz, gdy pisze ten tekst, prawie 2 miesiące później, mogę dać Wam radę. Jeżeli nie mamy specjalnych nożyc, albo sierpa na długim kiju, aby ściąć kokosa, to możemy się wspiąć na palmę. I zamiast ścinać kokosa, po prostu kręćmy nim jak żarówką w jedną stronę. Kilka obrotów i mamy kokosa w ręce. Niektóre trafią się prawie puste, a czasami będę pełne wody, dobre pół litra.
P.S. Ostrożnie z kokosami leżącymi na ziemi, najczęściej będą oblegane przez szalone mrówki. Sprawdzone…
![]() |
| plantacja ananasów |
![]() |
| na południu Tajlandii wszędzie znajdziemy małpy |
![]() |
| rower zapięty na noc |
Południe Tajlandii obfite jest w atrakcje natury. Dosłownie na każdym kroku można spotkać jaskinie, wodospady, bądź inne atrakcje. Ale…, zawsze jest, ale. Wszystko jest płatne. A tutaj nie żałują sobie, za każdą atrakcję trzeba zapłacić rzędu 100,200,300 czy nawet 500 bath. Jeżeli takich atrakcji mamy nawet kilka dziennie, to zaczyna rosnąć kupka. Przez co sobie darowałem. W innych krajach widziałem tego masę, a tutaj byłem nastawiony głównie na piękne plaże.
Sylwester miał być w Bangkoku, ale że tyłek mnie już swędział od siedzenia, to ruszyłem na południe. Dojechałem do miejscowości Chumphon. Yyy… krótko mówiąc mało atrakcyjne miasto. Głównie sami lokalni, którzy nie uznają naszego sylwestra, mają swój. Trochę podłamany, zacząłem główkować, jakby urozmaicić sobie ten wieczór. Hmm może wyspa. Udałem się do gesthausów, aby wypytać o ceny, czas i wszystko, co niezbędne. Szybko ochłodzili mój zapał, prom dopiero jest, o 21, więc dopłynąłbym przed samym końcem roku, a cenowo też wychodziło bardzo drogo. No nic, trzeba spędzić nowy rok, w tym zapyziałym mieście. Ale jak to zawsze bywa, atmosferę buduje nie miejsce, ale ludzie, z jakimi przebywasz. Długo nie trzeba było czekać i poznałem grupę rastafarianów, z którymi poszliśmy do klubu. Tam podłączyła się grupa lokalnych a na końcu jeszcze banda chińczyków. Jest, co wspominać.
![]() |
| francuska rodzinka na rowerach |
![]() |
| codziennie po południu, książki na stół i przerabiany materiał ze szkoły |
![]() |
| meczet na prawo |
![]() |
| cennik |
![]() |
| nocleg w lasku palmowym |
Z miasta Chumphon, przerzuciłem się na drugą stronę, od strony morza Andersa. Myślałem, że będzie ciekawiej, a była jedna wielka nuda i lipa. Jednie zaczęły się pojawiać wioski, w których rządził islam, a nie buddyzm jak w pozostałej Tajlandii.
Dzień wyprawy 244. Drogi pamiętniczku...
Kolejna nocka spędzona w nieco śmierdzącym namiocie, gdzieś po środku niczego. Śpię wygodnie na materacu, aż zaczyna dzwonić budzik. Na dzwonek mam ustawiony utwór Chris de Burgh - Spanish train, więc nie wyłączam, tylko słucham z zamkniętymi oczami. Leżąc zdaję sobie sprawę, że coś mnie smyra po ciele. Rozmarzyłem się przez chwilę... kurwa, przecież to na pewno nie jest naga piękna Azjatka! Otwieram oczy i widzę... tysiące mrówek włącznie z jajkami wniesione przez całą noc do namiotu! Póki się nie ruszyłem, było ok, ale gdy wykonałem ruch, te małe kurwy zaczęły gryźć, jedna za druga. Niczym poparzony wyskoczyłem z namiotu, a tu druga niespodzianka. Przez noc pająki zrobiły dwie wielkie gęste sieci, tuż przed wejściem do namiotu. Cała twarz zaklejona niczym mumia. Normalnie w takiej sytuacji, zacząłbym ściągać wszystkie ciuchy, ze skóry łatwiej strzepać robactwo. Ale śpię tylko w bokserkach, więc zacząłem odprawiać starodawny szamański taniec, w celu pozbycia się gryzącej rodzinki.
Ogarnąłem się, spakowałem i wyjeżdżam z polanki, a tu wyskakują 3 zapchlone kundle, kurrr, 20 min temu otworzyłem oczy, a tu tyle atrakcji. Cholera, nawet na nie nie spoglądałem, nawet nie miałem zamiaru, te chore czworonogi jak zwykle szukają sobie problemów. Z psami wielokrotnie przerabiałem temat, na pierwszy ogień idzie wrzask i gwałtowny ruch w stronę psów. Zazwyczaj pomaga, ale czasami trafiają się uparte dranie, a te były na tyle cwane, że jeden atakował z lewej, a dwa pozostałe z prawej. Z jednej strony odgoniłem, to z drugiej chciały chapnąć. O nie, zły dzień wybraliście, czas na asa w rękawie. Dokładnie mówiąc baton, czyli metalowa rozkładana pałka. Tylko, aby po celować w pysk, najlepiej nos... Bach trafiony! Zaskomlał głośno i uciekł, a za nim dwa pozostałe.
Uff, teraz można udać się na śniadanko, ryż z...
Tak, więc jak ktoś zapyta się mnie, co najgorszego miałem okazję doświadczyć podczas wyprawy. Następująco:
1 chore wizy
2 zapchlone kundle
3 wszechobecne mrówki
Nic nie przebije tych pozycji.
Dojechałem do plaży Krabi. Zamieszkiwały ją miliony malutkich krabów, które lepiły kuleczki na całej długości plaży. Efekt niesamowity. Zresztą zobaczcie sami.
No i jestem na wyspie Phuket. Udałem się prosto do ośrodka kit surfingu, gdzie pracował Polak Piotrek. Okazało się, że tego dnia ma urodziny, to i załapałem się na imprezkę. Miejsce świetne, blisko do morza, marketów nocnych. Wszystko pod ręką z dodatkiem ciszy i spokoju. Wyspa sama w sobie bardzo ładna. Woda krystaliczna naokoło, a na lądzie mamy sporo wzgórz, z których zobaczymy piękne widoki. Jedynie ceny są tutaj nieco wywirowane w górę, typowe dla miejsc turystycznych. Odwiedziła mnie tutaj także po raz już 5. Teresa. Tak po raz piąty się znowu spotkaliśmy na przestrzeni kilku krajów. Tutaj kończy się jej przygoda i wraca do Włoch. W Phuket przesiedziałem tydzień, aby odpocząć i nadrobić blog.
Do Malezji został praktycznie rzut beretem, a jak to zwykle bywa przed nowym krajem, ostatnie kilometry to tylko formalność. Uwielbiam moment, kiedy przekroczę granicę do kolejnego kraju, więc nic innego w głowie nie miałem na ostatnich kilometrach.
Tajlandia, co tu pisać, wspaniały kraj. Uwielbiam naturę, ludzi ich mentalność. Tajowie bardzo dobrze zdają sobie sprawę z tego, że dzięki turystom ich kraj tak dobrze prosperuje, więc nie mogą sobie pozwolić, abyśmy się źle czuli w ich kraju. Tajlandia nadaje się idealnie na rozpoczęcie przygody z SE Azją. Pierwsze kroki, pierwsze potrawy. Dalej pozostaje namiastka europejskiej kultury, przez co zapewne większość osób będzie czuła się komfortowo w tym kraju. W 100% polecam. Przylecieć do Bangkoku, spędzić kilka dni i następnie udać się na południe.
Przejechane 2373km, z czego 2073km na rowerze w 105h.


































































Brak komentarzy:
Prześlij komentarz