sobota, 28 marca 2015

#24 Wszystko ma swój początek i koniec, ostatni dzień w pracy zakończony


Wszystko ma swój koniec i początek, ostatni dzień w pracy zakończony.
Miałem okazję pracować w wielu zawodach, takich jak informatyk, trener kursu ECDL, serwisant banków i sądów, bądź, jako radiomechanik w firmie poszukującej złoża ropy i gazu. Ale jedno przyznam, że zawód alpinisty przemysłowego jak na razie jest nie do pobicia. Najlepszy, jaki dotychczas miałem okazję doświadczyć.
Na pewno nie jest to praca dla każdego, głównie chodzi o dość znaczną wysokość, na jakich się pracuje. Zimą w ujemnych temperaturach, a latem w upalnym słońcu, a czasami podczas oberwania chmury w ulewnym deszczu. Nie jest to lekka praca, trzeba się trochę nagimnastykować, aby dojść w wybrane miejsce, bądź na siłować, aby zamontować dany obiekt. Ale adrenalina towarzysząca podczas pracy oraz płynąca z tego satysfakcja, iż robi się to, co sprawia przyjemność rekompensuje wszelkie niedogodności. A widoki, które ujrzymy z wysokości odbierają dech w piesi.


foto by Sony Xperia Z3
Głównym naszym zadaniem był montaż oświetlenia na stadionie miejskim w Zabrzu oraz Tychach w woj. Śląskim. Zadanie było czasochłonne i podzielona na różne etapy. Montaż koryt kablowych do konstrukcji, rozciągnięcie kabli, montaż oświetlenia, wycelowanie lamp oraz podłączenie i przetestowanie czy wszystko działa. Tak to wygląda w dużym skrócie. Oczywiście po drodze doświadczyliśmy wielu najróżniejszych problemów, lecz nie ma problemów nie do rozwiązania. A rozwiązania zawsze są dwa, natychmiastowe, bądź oddalone w czasie.

foto by Sony Xperia Z3
Po wielu dniach, oraz litrach potu na końcu nadchodzi czas na wielką satysfakcję. Pierwszy test, zasilanie podłączone, bum lampy się odpalają, wszystko działa. Pamiętam to uczucie jak dziś, satysfakcja płynąca z ciężkiej pracy, sukces!!! Aż łza się zakręciła w oku, uśmiech na twarzach wszystkich osób, sweet focie, tylko zabrakło szampana do rozlania.


Oczywiście przy pracy bierze udział cały zespół. Ze względu na to, iż praca jest w delegacji, to wszyscy jesteśmy wręcz skazani na siebie dosłownie 24h na dobę przez kilka- kilkanaście dni. Nie jest to łatwe ze względu na to, iż każdy jest inny, każdy wynosi z domu indywidualne nawyki, które nie zawsze wszystkim odpowiadają. Ale musimy między sobą współpracować. Są także pozytywy wiecznych wyjazdów, mamy możliwość zwiedzić najróżniejsze miejsca, oraz poznać najróżniejszych ludzi, zwyczaje oraz tradycje. Np. w Zabrzu zawitaliśmy do baru GUIDO, który jest umieszczony w starej kopalni jedyne 320m pod ziemią.Na prawdę ciekawe miejsce i polecam każdemu, kto by się znajdował w okolicy.


Żyjemy w jednym kraju, a wystarczy pojechać kilkadziesiąt kilometrów dalej i będziemy mieli problem dogadać się z drugim człowiekiem. Tak mowa o miejscowych gwarach. Nie dość, że mówią, prrr stop, Ślązacy nie mówią, oni GODOJĄ!!! w swojej dziwnej tonacji to na dodatek na prawie każde słowo mają swój odpowiednik. Przykładowo po naszemu rękawiczki, po śląsku „maki”, lina to znowuż „konopka”. Mało tego nie odmieniają nic przez przypadki… „podaj mi ta lampa…” co jest dla nich oczywiste. Zdanie moje i kolegów, śląska gwara to nic przyjemnego dla świeżego ucha…


Nadszedł czas zakończyć etap alpinisty, mam nadzieję, że powrócę do tego zawodu. Chłopakom życzę dalszych sukcesów oraz premii za swoją ciężą pracę ;)

foto by Sony Xperia Z3
Teraz czas na nową przygodę, podróż na rowerze. Do wyprawy został miesiąc czasu, bierzemy się do roboty!!!
Zapraszam do oglądnięcia filmu przedstawiającego pracę w Zabrzu autorstwa Macieja Wasyluka :)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz