czwartek, 7 maja 2015

#45 jedziemy


© Jacek Łukasik


Wybierając się w taką wyprawę, można się było spodziewać, że będzie ona nieszablonowa. Po pierwsze trzy starty: pierwszy z domu Bielefeld, drugi z Świebodzina z domu Damiana, a trzeci to ten najbardziej oficjalny z Zielonej Góry. 
Od siebie do Świebodzina miałem 607 km, które przejechałem w cztery dni a to pewnie za sprawą deszczowej pogody



Przeprawa przez Elbę
© Jacek Łukasik
W Zielonej Górze bardzo miło nas przywitano i pożegnano, za sprawą Zielonogórskiego Krwiodawstwa i Fundacji Rozwoju Kolarstwa Krzysztofa Kuźniaka. 
Szczególnie podziękowania należą się panu Krzysztofowi Piwowarczykowi z Krwiodawstwa za zorganizowanie miłego pożegnania.
Dziękujemy również wszystkim, którzy tam z nami byli. 


Nasz pomysł na wyprawę jest na tyle oryginalny, że udało się zainteresować lokalne media. Pod Palmiarnią pojawiła się spora grupa dziennikarzy, więc aby nie tracić czasu, wywiadów udzielaliśmy na zmianę.
Żegnali nas członkowie rodzin i znajomi nie obyło się bez łez.
W końcu wybiła godzina „X” w której, wyruszyliśmy w towarzystwie kilkunastu kolarzy z fundacji, którzy towarzyszyli nam przez ok. 40 km.
Tempo jazdy raczej nie należało do spacerowego, za sprawą kolarzy.
Kiedy ich pożegnaliśmy, wróciliśmy do typowego tempa podróżniczego czyli dwadzieścia kilka km/h. 
W pierwszy dzień przejechaliśmy 130 km


Pierwszy nocleg
© Jacek Łukasik

Nasz pierwszy nocleg był jak na tego typu wyprawę „standardowy”, czyli pod namiotami w lesie. Pogoda nas nie rozpieszczała w nocy temperatura spadła do 2oC. Było bardzo zimno, a co się z tym wiąże to mokre śpiwory i namioty od skondensowanego powietrza.


Rozgrzaliśmy się w ciągu dnia, pokonując kolejne kilometry. Tego dnia pokonaliśmy 75 km.


cdn.... :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz