środa, 13 maja 2015

#48 Jeszcze Polska

cielaki Krystiana 
© Damian Dukiewicz

Rano po noclegu w Udaninie wyruszyliśmy w dalszą drogę, przed nami 140 km. Po przejechaniu 16 km Damian stwierdził, że już tu byliśmy, ponieważ poznał bardzo charakterystyczny wiejski sklep, pomalowany na żółto. Przyznałem mu rację, gdyż przejeżdżając wczoraj obok sklepu powiedziałem coś śmiesznego do dziewczyny, która zamiatała tam schody. 

Zatrzymaliśmy się i staraliśmy się z Damianem to wyjaśnić. Mimo dowodu bycia tu w postaci tego sklepu, zaczynałem przez chwilę wątpić, w to nasze dejavu. Jestem z natury człowiekiem dociekliwym i dlatego chciałem koniecznie wyjaśnić tą niedającą mi spokoju sprawę. Sklep był zamknięty, ale obok w ogródku siedziała garstka ludzi, a wśród nich pan „sklepowy”. Przedstawiłem całą sprawę i pytałem o personel z naciskiem o tą blondynkę, która wczoraj zamiatała schody. Okazało się, że blondynka faktycznie pracuje w tym sklepie. W pewnym momencie do rozmowy wtrącił się siedzący obok „Ligocki” (tak nazywam mężczyzn których nie znam z imienia i nazwiska, a kobietę Kicia), i pytał mnie czy mam na myśli tą która, podobna jest do matki?? Ostatecznie okazało się, że to ta sama osoba. Dziewczyna nawet wspominała znajomym, o dwóch rowerzystach z ogromnymi bagażami. Jak do tego doszło nie mam pojęcia, tym bardziej że znam tą trasę. Tym sposobem nasza długa podróż, wydłużyła się o 16 km. Był to ciężki dzień, trasa była ciężka głównie za sprawą wiatru.

nocleg u Krystiana
Zagwiździe – Friedrichstahl
© Jacek Łukasik


W woj. Opolskim niektóre miejscowości pisane są w dwóch językach.

Po dojechaniu do Zagwiździa, zostaliśmy serdecznie przyjęci przez Krystiana i Ilonę. Spaliśmy pod dachem w normalnych łóżkach, co w przyszłości będzie rzadkością.


Koń Krystiana to ma luksusowe życie, raz w roku jest zaprzęgany.
© Damian Dukiewicz


Rano czekała nas atrakcja, w postaci wyprowadzenia kilkunastu krów na pastwisko. Do niedawna Krystian pełnił funkcję sołtysa, tak długo jak Helmut Kohl był kanclerzem 16 lat.


Wspólne zdjęcie z Krystianem
© Jacek Łukasik
Bardzo dziękujemy rodzinie Warzyc za gościnę.





Jacek składa namiot pod nadzorem zarządcy ogródków działkowych
© Damian Dukiewicz

W drodze do Roberta, musiałem rozłożyć namiot bo był mokry. Za namową Damiana, rozłożyłem namiot na terenie ogródków działkowych. Po chwili zaczęły do nas dobiegać niechętne komentarze, ze strony osób pracujących w swoich ogródkach. Podejrzewam iż myśleli, że chcemy tu nocować. Namiot nie zdążył wyschnąć, kiedy zjawił się zarządca ogródków i niestety musieliśmy opuścić teren.


u Roberta
© Jacek Łukasik

Następnego dnia 04.05 pojechaliśmy do Rybnika, by u Roberta (towarzysz podróży rowerowej z 2013r.), świętować moje okrągłe pół wieku i dokonać wpisu na blogu. W drodze do Rybnika Damian zapytał o nazwisko naszego kolejnego gospodarza. Robert ma na nazwisko Riedel. Damianowi od razu nazwisko skojarzyło się z wokalistą Dżemu Ryśkiem, jednak już na miejscu okazało się, że fonetycznie nazwiska są takie same, jednak mojego znajomego nazwisko pisze się Ryedel.



Nocka w hotelu
© Jacek Łukasik

W planie mieliśmy zostać dwie noce u Roberta, ale przez nasze niedogadanie, drugą noc spędziliśmy w hotelu. Dzień moich urodzin spędziliśmy w dużym pędzie. Musieliśmy z Damianem załatwić sporo spraw. Biegaliśmy po bankach, sklepach rowerowych. Inaczej wyobrażałem sobie ten dzień.


50. Jacka
© Barman Celtic Pubu

Wieczorem w trojkę trochę się zabawiliśmy. Noc była krótka, a dodatkowo następnego dnia do 12:00 musieliśmy opuścić hotel.



Praca nad blogiem
© Damian Dukiewicz


Południe spędziliśmy przed McDonaldem, pod parasolami ze względu na deszcz, przygotowując wpis.

Spotkaliśmy w ten dzień w Rybniku muzykanta, który grał muzykę Dżemu, więc Rybnik na zawsze będzie nam się kojarzył z Ryśkiem.

Dziękuje za życzenia urodzinowe.
Jacek Łukasik


W dniu dzisiejszym planowaliśmy opuścić Polskę, lecz zanim przekroczymy granicę, musimy dopiąć wszystkie sprawy na ostatni guzik, między innymi dla Was wpis na blogu, oraz GPS.

Ostatnią noc w Rybniku, spędziliśmy w tanim hotelu robotniczym. Niestety Gulek (Damian), zapomniał zabrać ręcznika z sakwy, a rower był już zamknięty w garażu, do którego nie mieliśmy bezpośredniego dostępu. Co w tej sytuacji zrobił Gulek?? Po wzięciu prysznica, wskoczył do łóżka nakrył się kołdrą i dynamicznie się w niej tarzał. Cały Gulek!

Sezon na kleszcze już się zaczął, po drodze wygrzebałem jednego z nogi, a drugiego przyłapałem na "gorącym uczynku".

W Polsce przejechaliśmy łącznie 532km.


















Brak komentarzy:

Prześlij komentarz