poniedziałek, 13 lipca 2015

#59 Turcja - bazar w Stambule

jedna z wielu bram prowadzących na bazar

© Jacek Łukasik



Wielki słynny bazar w Stambule. Masa ludzi z jeszcze większą ilością produktów na sprzedaż, a to wszystko zalane w najróżniejszych zapachach. Znalazłem mapkę, która opisuje poszczególne fragmenty tego zgiełku, ale z latami wszystko się tak rozrosło, że ciężko ogarnąć, w którym miejscu faktycznie jest początek i koniec. 


najróżniejsze herbaty

© Jacek Łukasik
Ciągnie się kilometrami. A co ciekawsze są dokładnie dwa bazary Grand bazar i Egyptian bazar. Dostać tam możemy prawie wszystko, ale z naciskiem na turecką kulturę. I jedna ciekawa sprawa. Jak trafimy na sklep obuwniczy, to 99% pozostałych sklepów obuwniczych będzie w tym samym rejonie, jeden przy drugim. 

© Jacek Łukasik

Tak samo jest z ubraniami, dywanami, instrumentami muzycznymi czy innymi cudami. Jeżeli chodzi o sklepy dla fotografów i z elektroniką typu laptopy, to zazwyczaj są w jednym budynku. Wchodzimy w korytarz i mamy przed sobą kilka pięter sklepów tylko z jedną tematyką. Z jednej strony jest to wygodne, jak czegoś szukamy. Nie ma w pierwszym sklepie, to mamy kilkadziesiąt innych pod ręką, wystarczy udać się na inne piętro. Ale jednego nie mogę pojąć, konkurencja? Skoro ten system funkcjonuje to widocznie musi działać, ale w jaki sposób każdy jest w stanie zarobić, to nie mam pojęcia. 


© Damian Dukiewicz


tureckie liry

© Damian Dukiewicz

jak widzimy, twarze są na obu stronach banknotów

© Damian Dukiewicz

Targowanie się, odwieczna turecka zasada. Na ogół nie ma z tym problemu, choć zdarzają się wyjątki. Z targowaniem nie ma, co się patyczkować, spokojnie można zaczynać negocjacje z kwotą 50% niższą od nam proponowanej. Czasami dany przedmiot będzie tak ekstremalnie wyceniony, że i 70% zjedziemy z ceny. Wszystko się bierze z plakietki "turysta". Cena dla nas jest z miejsca kilkukrotnie wyższa. 

© Jacek Łukasik

Z Turkami na pewno trzeba uważać, jeżeli w grę wchodzą pieniądze, nie ma nic za darmo. Czasami umówimy daną kwotę, a po usłudze kręcą, że było inaczej. Przez to najlepiej włączyć kalkulator w telefonie i pokazać na wyświetlaczu, jaka ma być kwota. I podstawowa zasada, zawsze pytamy się o cenę, nawet jak jest podana (zazwyczaj w ogóle ich nie ma), ponieważ często ma się nijak do rzeczywistości. 

© Jacek Łukasik

Podobna sytuację miałem z gościem, który ostrzył noże. Luźna rozmowa, pokazałem swój scyzoryk victorinoxa, a ten, że mi go naostrzy. Z toku wydarzeń, gestów oraz serdecznego uśmiechu odebrałem, że naostrzy mi za frajer. Ale po usłudze zrobił frajera ze mnie, zażądał 5 lira.

© Jacek Łukasik

Po pewnym czasie siedząc na ławce obracamy się i widzimy ten sam koleś, objada się kanapką zakupiona pewnie za moje utargowane 3 lira. 

© Jacek Łukasik

Jako iż jestem smakoszem słodyczy (na co dzień ich unikam, ale podczas codziennej jazdy jest taki przepał kalorii, że można sobie pozwolić), przyznam, że tureckie słodycze to na prawdę arcydzieło zarówno pod względem smakowym jak i wizualnym. 

kiełbasa sułtana

© Jacek Łukasik

© Jacek Łukasik

© Jacek Łukasik
Do tanich nie należą, ale potrafią zaskoczyć nasze kubki smakowe. Czasami jak próbowałem kolejny smakołyk, to na prawdę nie potrafię opisać tego smaku, bądź z czego to było zrobione. Coś wspaniałego. 

© Damian Dukiewicz

aby łatwiej transportować paczki, dorabiają specjalne uchwyty

© Jacek Łukasik

Zawód tragarza w Turcji nigdy nie wyginął. Do dzisiaj na każdym kroku można ich spotkać roznoszących paczki po całym targowisku. Zazwyczaj mają 2 sposoby na dostarczenie towaru, wózek, albo specjalne nosidło na plecach, niczym siodło u konia. Każde własnoręcznie robione, dopasowane pod swojego właściciela. Opisują paczkę do którego boksu ma być dostarczona i wio. Na pewno nie jest to lekki kawałek chleba. 

© Jacek Łukasik

Jeśli chodzi o ceny w porwaniu do Polski to oczywiście, ubrania tańsze a elektronika nie koniecznie. Ale na prawdę podobają mi się ich własne tureckie produkty. Zestawy naczyń, fikuśne lampki, ogromne shishe do palenia tytoniu bądź inne mniej lub bardziej ciekawe drobiazgi. I to jest właśnie minus podróżowania rowerem, zapomnij o pamiątkach. Hehe, przecież nie będę wiózł metrowej shishy na bagażniku przez pół świata. Ale kiedyś trzeba będzie zajechać autem na większe zakupy. 

z kebabami nie ma szału

© Damian Dukiewicz

© Damian Dukiewicz

Fastfoody, na czele z kebabami nie są drogie. Wszystko zależy od tego jaką porcję wybierzemy, a ceny wahają się od 3,5 lira do kilkunastu bądź dziesięciu. Czasami wystarczy odbić z głównej ulicy i już zapłacimy połowę mniej. Co do jakości kebabów to jest naprawdę lipa. Mało warzyw, mięsa, a pieczywo jak z waty i brak sosów. Tak prawdziwy turecki kebab sosu nie ma i tu mowa o terenach poza ośrodkami turystycznymi. Tam zjemy nawet kotlet z wieprza. Przez to ekonomiczniej jest brać kebab na talerzu, a gratis dają nam pojemnik z bułeczkami bez limitu. 

© Damian Dukiewicz

Zakupy codzienne, to jest ciekawa kwestia. Wchodzimy do marketu i dosłownie nie ma co kupić. Ciężko pewnie wam w to uwierzyć, na początku sam nie mogłem tego pojąć jak Jacek mi to mówił, ale faktycznie tak jest. Pierwsza sprawa, że jest mały wybór w produktach. Kolejna sprawa, jeżeli człowiek całe życie jadł polskie wyroby mięsne, to w żadnym innym kraju nie będzie mu już smakować, a te tureckie są naprawdę ohydne i bardzo drogie. 

widoczny po lewej ser fume ma dosłownie 2 cm grubości

© Damian Dukiewicz

Kolejny dział nabiał, sery drogie, a ilościowo bardzo marnie. Jedynie białe jogurty i jajka są tanie i dobre. Turcja leży pomiędzy dwoma morzami, a ceny ryb kosmiczne. O śledziach zapomnijcie, tyle marketów co obszedłem nigdzie ich nie widziałem. Wszystkie produkty w puszkach mają ceny z kosmosu, zaliczają się tu ryby, kukurydza, fasole itp. Wołowiny oczywiście tu nie dostaniemy, więc spora część produktów odpada na starcie. Teraz rozumiem dlaczego tak ciężko spotkać otyłego turka, w porównaniu do ich zarobków (średnio od 900 – 1200 lira), mają naprawdę ciężki żywot. Jedynie słodycze z chałwą na czele są tanie. 

herbatka zawsze i wszędzie

© Jacek Łukasik

Herbata tak zwany czaj w Turcji odgrywa bardzo ważną rolę. Jest podawana i pita przez wszystkich, na każdym rogu. Są nawet doręczyciele z tacą biegający po targowisku, którzy dostarczają kolejne porcje. 


© Damian Dukiewicz


Oczywiście czaj jest podawany w charakterystycznej małej szklaneczce z podstawką. Ilość starczy na góra dwa normalne łyki. Herbatę jednak pijemy po woli małymi łyczkami i zazwyczaj nie kończy się na jednej szklance. Cena najczęściej wynosi 1 lira, ale jak trafimy na główne miejsce turystyczno tranzytowe to zapłacimy i 3 razy więcej. 

© Jacek Łukasik

© Jacek Łukasik

© Jacek Łukasik

© Jacek Łukasik

nawet była okazja wypróbować oculus rifta, polecam :D
© Jacek Łukasik


© Jacek Łukasik

dosłownie wszystko można kupić

© Damian Dukiewicz

słodkości

© Damian Dukiewicz

© Damian Dukiewicz

ze względu na to, iż woda w kranie nie nadaje się do picia, możemy spotkać sklepy, które oferują tylko wodę

© Damian Dukiewicz
© Jacek Łukasik


mapa bazaru, bardzo ogólna

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz