wtorek, 28 lipca 2015

#61 Pierwsze starcie z wizami

© Jacek Łukasik

Od początki wiedzieliśmy, że z wizami nie będzie lekko, ale aż takiej batalii to się nie spodziewaliśmy...




wiza turecka

© Damian Dukiewicz

Pierwsza wiza na trasie naszej wyprawy, to była wiza do Turcji. Z nią nie było żadnego problemu. Można wcześniej zakupić poprzez Internet, albo na granicy za 30$. Szybko sprawnie i co najważniejsze bez żadnego oczekiwania i zbędnych formalności.

Wiza do Turcji to nic trudnego, problem pojawia się natomiast z tym, że potrzebujemy wizy do Turkmenistanu, Uzbekistanu i Tadżykistanu. To nie wszystkie, lecz te najważniejsze, a z Chinami to dopiero będzie walka. Masę godzin spędziliśmy nad zbieraniem informacji, co potrzeba, aby daną wizę uzyskać. Najgorsze jest to, ile informacji, to tyle wersji. Nawet pomiędzy konsulatami są rozbieżności w informacjach. 




konsulat Uzbekistanu

© Damian Dukiewicz

W Internecie czytałem wypowiedź blogera, który opisywał, że zdobycie wizy w konsulacie Uzbekistańskim w Istambule zajęło mu 20 min na miejscu i miał wizę, ale było to 1,5 roku temu. Sporo informacji w sieci potwierdzało tą wersję, a sam konsulat nie odpisywał na emaile. Jako, iż od miejsca noclegu (Istambuł) mamy jedynie 8km, to w piątek podjechaliśmy do konsulatu uzbekistańskiego zapytać się osobiście jak uzyskać wizę. Okazało się, że trzeba wypełnić formularz tylko przez Internet i z nim podjechać, i nic więcej nie potrzeba! Oraz nie 20 min a od 7-10 dni czekania. Jako, iż na weekend konsulaty nie pracują, to mieliśmy sporo czasu, aby wypełnić formularz, podaliśmy jakieś „lewe hotele”, bo oczywiście chcą wiedzieć gdzie będziemy nocować w ich kraju, oraz wszystkie pozostałe informacje. 



dni i godziny przyjęć w uzbeckim konsulacie

© Damian Dukiewicz

Przyjmują tylko 3 dni w tygodniu poniedziałek, środa, piątek i tylko po 2h. W pierwszej kolejności przyjmowane są osoby starające się o paszport, a Ci, co chcą dostać wizy, na samym końcu. Jeżeli będzie więcej ludzi i do godziny 12 nie zaproszą nas do okienka, to do widzenia, czekasz kolejne 2 dni. Chyba, że jest piątek to do poniedziałku. A za każdym razem było spore grono osób. Teraz już wiem, że jak staramy się o wizę nie warto przyjeżdżać tam wcześniej jak 11 z rana (konsulat otwarty od 10 do 12).

W Poniedziałek podjechaliśmy z formularzem z Internetu składamy i co nagle urzędnik stwierdził, że jeszcze potrzeba zaproszenie, a wcześniej pytaliśmy się i wyraźnie powiedział, że nic więcej. Chamstwo w czystej postaci.


Istnieje pewien podział krajów a mianowicie Niemcy, Szwajcarzy, Francuzi, Kambodża i nawet Ukraina nie potrzebują zaproszenia do tego kraju, ale Polacy tak (gorszy kraj w UE???). Urzędnik z okienka miał wizytówkę firmy organizującej zaproszenie. To biegiem do niej, bo tu i tak nic nie załatwimy.

Jacek ma dwa paszporty, wniosek miał wypełniony na polski, to też nic dzisiaj nie załatwi. Musi wypełnić kolejny wniosek na niemiecki paszport, a ja muszę załatwić wizę z zaproszeniem poprzez zewnętrzną agencję.



wizytówka agencji od zaproszeń w Istambule

© Damian Dukiewicz

Znalezienie agencji od zaproszeń nie było łatwe. Tureckie adresy nie jest tak łatwo rozszyfrować jak Polskie. U nas jest miasto/ewentualnie dzielnica/ulica nr, a tu adres nieco bardziej skomplikowany i nigdy nie wiadomo, co jest, co. Próbowałem z różnymi kombinacjami w nawigacji i za każdym razem kierowało nas na azjatycką stronę Turcji (wszystkie konsulaty są na europejskiej stronie). Na dodatek do celu 24km po zatłoczonym mieście, a my rowerami. Dobra lecimy, ale po drodze kanał i trzeba przeprawić się promem. Aby znaleźć przystań, z której prom by odpływał na drugą stronę, musieliśmy przejechać 10km. Dosłownie zdążyliśmy w ostatniej minucie, kupno żetonu i płyniemy. Jesteśmy w Azji, teraz trzeba dojechać do biura firmy od zaproszeń, około 10km do celu. Po dotarciu okazało się, że tam nic nie ma, ślepa uliczka obok cmentarza…

I tu sedno sprawy, już wielokrotnie to przerabialiśmy, pytanie ludzi o drogę. Uwierzcie w to, pytaliśmy się 4 osób o jeden adres, a każdy wskazywał inną drogę. To jeszcze nie koniec, każda osoba kierowała w innym kierunku!!! To jest standard, momentami myślę, że Ci ludzie nie mają w ogóle pojęcia o danym adresie i po prostu albo chcą się nas pozbyć, albo udają pomocnych i kierują byle gdzie. Ale w końcu trafiłem na kobietę, co mówi po angielsku. Pokazuję wizytówkę i ta naprawdę była ogarnięta, bo wiedziała gdzie jest siedziba… na europejskiej stronie. Poprosiłem ją, aby zadzwoniła do firmy i zapytała się, do której mają otwarte, była godzina 14 i nie wiadomo czy byśmy pocałowali tylko klamkę. Odebrali, czynne do godziny 18. Dobra lecimy, znowu prom, na drugi kontynent. Kobieta wskazała na mapie, gdzie mniej więcej znajduję się biuro, ale dalej radziła, aby pytać ludzi…

I znowu walka z wiatrakami, przyjąłem strategię, iż najpierw pytam się minimum 3 osób o ten sam adres. Jak pokrywają się wersję, to jadę (nigdy tak nie było) jak coś nie tak, to dalej pytam i przewaga liczebna wygrywa, w którym kierunku jechać. Po wielkich trudach w końcu trafiliśmy do celu.

Rozmowa na temat wizy i zaproszenia trwała dobrą godzinę. Nie za bardzo mnie przekonywali Ci Turcy, tym bardziej, że mam wyłożyć na początek 100$ (łącznie 180$) i nie wiadomo czy w ogóle dostanę tą wizę, ale cóż. Trzeba zaryzykować, inaczej lot samolotem, aby ominąć kraj.

W między czasie rozważaliśmy opcję powrotu do starej trasy przez Indie, jednak tam też zdobycie wizy nie jest proste. Postanowione zostajemy i dalej próbujemy ze stanami. Po jakimś czasie dopiero doczytałem, że im bliżej Indii, tym mniejszy problem z uzyskaniem wizy, oraz jej koszt jest dużo niższy. Przykładowo można polecieć na Sri Lankę, tam wyrobić wizę i wio do Indii. Ale dla nas było już za późno, dalej walczmy z jedwabnym szlakiem.

Musiałem napisać pismo, w którym podszywałem się pod pracownika polskiej firmy transportowej, inaczej konsulat nie zgodzi się wydać wizy, ze względu na to, że własną działalność zamknąłem przed wyjazdem. A że była nazwana moim imieniem i nazwiskiem, to już w ogóle im nie pasowało.

Papiery złożone, okres oczekiwania nawet do 14 dni na emaila czy „przekręt” przeszedł. A Jacek w środę (11.06.2015) pojechał złożyć kolejny raz wniosek, ale już na paszporcie niemieckim. 




konsulat Tadżykistanu w Istambule

© Damian Dukiewicz

Dla odmiany, dzień wcześniej byliśmy się starać o wizę Tadżycką. Formularze mieliśmy już gotowe, lecz na miejscu i tak były dostępne. Krótka śpiewka, płacisz 50$ masz wizę za 10min, płacisz 25$ będzie za 3 dni i koniec. Wiza Tadżycka zdobyta. 



tadżycka wiza

© Damian Dukiewicz

Jacek po odczekaniu 7 dniu pojechał po odbiór wizy, był tam o godzinie 11. Dostał dane do przelewu, który musiał uiścić w AKBanku, nie innym. Jako, iż bank był nie daleko konsulatu obyło się bez problemu, za sam przelew skasowali 3$. Wrócił z kwitkiem do konsulatu i czekał, aż do godziny 19 na to, aby wydali mu wizę. Udało się. 



potwierdzenie przelewu za wizę do Uzbekistanu

© Damian Dukiewicz

Po 10 dniach napisali do mnie z agencji, iż wiza Uzbecka jest gotowa. Jako, iż bliżej mam do konsulatu Uzbekistanu niż do biura agencji, to tam się umówiliśmy na spotkanie (19.06.2015). Spotkaliśmy się o 11, paszport przekazany dla kobiety z agencji, dopłaciłem pozostałe 80$ i po 10min miałem w ręce paszport z wklejoną wizą. Dzięki temu możemy ruszać dalej w drogę.



szczery uśmiech po otrzymaniu uzbeckiej wizy

© Damian Dukiewicz

To dopiero początek naszej przygody z wizami, a najtrudniejsze do zdobycia dopiero przed nami. Na najbliższe miesiące musimy mieć dodatkowo wizę do Iranu, Uzbekistanu i Chin oraz dodatkowe pozwolenie do Pamiru w Tadżykistanie. Już wiemy, że nie będzie lekko…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz