![]() |
| Iran Tehran - Tajlandia Bangkok |
Pierwotna trasa przewidywała tylko jeden lot, z Filipin do Polski. Ale jak to w życiu bywa, nie wszystko idzie dokładnie po naszej myśli.
Odmówili mi wizy do Turkmenistanu, z wizą Chińską był problem. Gdybym chciał kontynuować moją podróż starym szlakiem, koszty znacznie by się zwiększyły. Więc trzeba było improwizować, lot do Tajlandii, Bangkoku. Miałem trochę dni to musiałem zabrać się za przygotowania do wylotu.
| rezerwacja lotnicza w linii Mahan Air |
1. Bilet lotniczy
Bilet zakupiłem w Teheranie, w biurze podróży. Cena była taka sama jak w Internecie i najtańsza, jaką udało się znaleźć. Lot na szczęście był bez przesiadek i zapłaciłem za niego 1700zł. W biurze oczywiście musiałem płacić w lokalnej walucie, czyli rialach.
2. Redukcja bagażu
W dniu startu rower z bagażem ważył aż 70kg, stanowczo za dużo. Ale za to byłem przygotowany na cały rok pod względem części zapasowych, oraz mogłem wybrać się w każdy teren, zimny oraz gorący. Teraz będę podróżował po tropikach, to nie potrzebowałem już sporej części sprzętu.
| paczka najpierw została prześwietlona w maszynie |
| następnie sprawdzona przez pracownika i zaklejona |
| formularz potwierdzający nadanie paczki, tak jest wypełniony :) |
A) wysyłka paczki do polski
Udałem się na irańską pocztę, odpowiednik poczty polskiej. Spakowałem w karton wszystkie zbędne dla mnie rzeczy, takie jak ubrania, papiery, mapy, kuchenka z butlą, pamiątki, dwa worki bagażowe plus inne pierdoły. Oczywiście przy cały procesie pomagał mi kolega Ehsan, bez niego było by to kosmicznie zagmatwane. Karton ważył 5,7kg, za którego wysyłkę zapłaciłem 60$. Dodam, że monety, które zbierałem w innych krajach kazali mi wyjąć z kartonu. Paczka doszła do polski w tydzień.
| stół operacyjny |
| kaseta po lewej ma przejechane 8000 km, a po prawej nowa |
B) pozbycie się większości części zapasowych oraz narzędzi
Na jednym komplecie napędu przejechałem 8000km, więc jak założę drugi nowy zestaw to wstarczy mi do Filipin. Będąc w Isfahan w klubie MTB, skorzystałem z okazji i poprosiłem szefa, aby zajął się moim rowerem. Wymienione zostały takie podzespoły jak:
-dwa łańcuchy (co każde 250km czyszczę cały napęd i zmieniam łańcuch);
-kaseta;
-tylna ośka z kulkami;
-napinacz łańcucha;
-oraz wszystkie niedociągnięcia powstałe podczas wyprawy zostały naprawione.
Ten człowiek zajmuje się tym, na co dzień, więc byłem pewien, że rower trafił w dobre ręce. Wszystkie pozostałe części, oraz większość nie potrzebnych już mi narzędzi pozostawiłem mu, jako rekompensata za wykonaną pracę. Obie strony były zadowolone.
C) sprzedanie części bagażu
Część rzeczy udało mi się sprzedać na miejscu w Iranie, między innymi śpiwór, który był gruby i duży. Specjalnie trzymałem go na zimne noce w górach.
Przygotowanie bagażu do lotu.
W biurze podróży powiedzieli mi, że bagaż główny może mieć wagę do 30kg, a podręczny do 5kg. Więc ze sklepu rowerowego zdobyłem karton po rowerze i do niego postanowiłem spakować mój rower wraz z całym majdanem. Po redukcji bagażu pozbyłem się około 25kg, więc teraz waga roweru z sakwami wynosiła około 45kg, czyli 10kg nadal za dużo. Dodam, że waga samego roweru to 20kg.
| teraz wszystko trzeba zmieścić w jednym kartonie |
Aby upchać rower do kartonu musiałem odkręcić oba koła, opuścić siedzenie, rozkręcić przedni bagażnik od sakw, odkręcić pedały oraz rozkręcić kierownicę. Postanowiłem, że jedną dużą sakwę zabiorę ze sobą, jako bagaż podręczny. Lecz waga nadal była sporo za duża, to w podręczny bagaż spakowałem ciuchy, wysokie buty i rzeczy, które w razie problemu mógłbym ubrać na siebie, dzięki czemu zredukowałbym wagę.
Paczkę przygotowywałem u Ehsana w pracy, musiałem zamówić taksówkę, aby dostać się na lotnisko. Najpierw przyjechała pierwsza i karton się nie zmieścił. Zadzwoniliśmy po drugą, karton zamontowaliśmy na dachu samochodu. Do lotniska miałem 50km, a czasu do odlotu 3h, czas ruszać.
Przyznam, że dawno już nie byłem tak zestresowany jak od tego momentu, aż do wejścia do samolotu. Taksi było bardzo stare, ledwo się toczyło po drodze, a mrugająca rezerwa paliwa nie uspakajała mnie. Była godzina 19.00 a korki nieziemskie, nagle wszyscy postanowili jechać w tym samym kierunku, co ja. Mało tego zerwała się potężna burza, ulewa na maksa, a karton na dachu nasiąkał pięknie zbędną wodą. Na dodatek miałem zatarg z pewnym Irańczykiem, przez co groził mi, że będzie czekać na mnie na lotnisku razem z policją. Byłem pozytywnej myśli, że blefuje, ale nie znałem prawa tego kraju, więc nie wiedziałem, czego faktycznie mogłem się spodziewać. Siedziałem jak na szpilkach, a minuta mijała za minutą, a my staliśmy praktycznie w miejscu.
Udało się, dojechaliśmy pod lotnisko 1,5h przed planowanym odlotem samolotu. W mgnieniu oka wybiegłem z taksówki w ulewie, aby przyprowadzić wózek na mój wielki i ciężki karton z rowerem.
Tak, był to mój pierwszy lot samolotem w życiu, więc kompletnie nie wiedziałem, gdzie mam się udać i co ze sobą zrobić. Każdy napotkany pracownik lotniska nie potrafił wydusić z siebie słowa po angielsku. Stanąłem w miejscu, wziąłem 3 głębokie wdechy i rozejrzałem się po okolicy. Zauważyłem, że wszyscy kierują się w stronę bramek skanujących bagaże, więc jak jednostka w stadzie pognałem także za nimi. Problem był z rozmiarem kartonu, duży i na dodatek ciężki, więc miałem problem w pokonaniu ścieżki ustawionej z pachołków połączonych taśmą. Każdy jeden słupek musiałem przesuwać, aby wjechać moja kabaryną. Dobra jestem przy maszynie, przez myśl przeszło mi tylko, co znajduje się wewnątrz kartonu: scyzoryk, wielki nóż mora, gaz paraliżujący, oraz prawie metrowa rozkładana metalowa pałka… Tak wszystko przeszło bez problemu, nawet nie zaglądali do kartonu.
Krok następny, przekazanie głównego bagażu. Władowałem go na wagę i pracownik lotniska oświadczył mi, że karton jest 12kg za ciężki i nie mogą go przyjąć. 12kg jakim cudem!!! Przecież ważyłem wcześniej i bez mojego bagażu podręcznego powinienem mieć maksymalnie 8kg za dużo (doliczam 2kg na karton). Więc były dwie opcje, albo waga oszukiwała, albo aż tyle waży woda z burzy podczas mojego dojazdu do lotniska. Zaraz do rozmowy dołączyła się pracownica obok i powiedziała, że mogą go wysłać tylko innym samolotem. Czyli karton dojdzie 1 dzień później niż ja. Stanąłem jak wryty i pomyślałem tylko jedno, nie ma takiej opcji. Pytam się, czy nie ma innego wyjścia z tej sytuacji, zapłacę ekstra za bagaż, ale ten karton musi ze mną polecieć. Pracownica kazała poczekać i poszła do przełożonego obgadać sytuację. Ja w między czasie już otworzyłem karton i zacząłem przebierać wszystkie graty i decydując, co jest mniej wartościowe i potrzebne od reszty. Do lotu pozostało 50min, a ja w czarnej dupie. Po 5 minutach wraca pracownica lotniska i oznajmia, że jest wyjście z sytuacji. W papierach wpiszą, że karton jest o 8kg za ciężki i za te 8 mam dopłacić. Uff od razu ciśnienie mi spadło, tylko zapytałem się gdzie mam się udać, aby uregulować wpłatę. Okienko było z 60m dalej, dopłaciłem 40$ i powróciłem z kwitkiem. Wszystko zakleiłem ponownie i przekazałem im mój dobytek.
| pieczątka jest, można opuścić Iran |
Biegnę dalej, do kolejnej kolejki, tym razem po pieczątkę oznajmiającą, iż opuszczam Iran. Stanąłem w kolejce i zapytałem się ostatniej stojącej osoby, „Do you speak English?” W odpowiedzi usłyszałem „nie, nie potrafię” Tak, w irańskim lotnisku trafiłem na polską grupę turystów, cała kolejka Polaków. Zaraz zaczęła się gadka jak się tu znalazłem, oznajmiłem, że rowerem, to już w ogóle sprawa lotu zeszła na drugi plan, zebrało się koło i zaczęliśmy gawędzić. Po 10min przypomniałem sobie o locie, który miał być za 30min, oczywiście rodacy przepuścili mnie na początek kolejki, abym się nie spóźnił. Pieczątka wbita, biegnę dalej do przedostatniego punktu odprawy. Tym razem bagaż podręczny, miałem ze sobą dobre 10kg i przeszło wszystko bez problemu, nikt nie zaglądał do środka. W Tajlandii, po przylocie na lotnisku jak przeszukiwałem tą sakwę, to znalazłem nawet puszkę fasoli w sosie pomidorowym, dzięki temu miałem drugie śniadanko. Do odlotu 15min, a przede mną ostatni punkt kontrolny, a kolejka nie ma końca. Ustawiłem się na końcu i czekałem cierpliwie. Po 10min nie ruszyłem się z miejsca ani na centymetr, aż nagle w z głośnika usłyszałem, ze ten lot jest opóźniony o 30min. Dłuższą chwilę po tym komunikacie kolejka się ruszyła i znalazłem się na pokładzie. Dosłownie sam sobie nie wierzyłem, że się udało. Najpierw problem z taksówką, potem burza, w międzyczasie zastanawiałem się czy policja nie zawinie mnie z lotniska, a na koniec debata o ciężki bagaż. Jak usiałem w fotelu, całe ciśnienie ze mnie uszło, powstał tylko radosny banan na mojej twarzy, za 7h spełni się moje marzenie, zobaczę prawdziwą Azję.
Jako, że był to mój pierwszy lot, byłbym uradowany siedząc przy okienku oraz podziwiając widoki, niestety tak nie było. Siedziałem w środkowym rzędzie, obok dzieciaka z ADHD. Dosłownie myślałem, że rozszarpię tego małego, 5 sekund nie mógł usiedzieć w miejscu z zamkniętą gębą. Ale niedługo nastąpił start samolotu. Spodziewałem się wciśnięcia w fotel, trzepania całym samolotem, ale wszystko odbyło się łagodnie i spokojnie. Po 30min podali kolację i w kimono. Lot trwał prawie 7h, więc godzinę przed lądowaniem pobudka i podali śniadanko. Lądowanie odbyło się także bardzo łagodnie.
Kolejnym etapem była odprawa na lotnisku w Tajlandii. Przyznam, że leciałem trochę w ciemno, jeżeli chodzi o wizę. Aby dostać wizę na lotnisku na 30 dni, potrzebny jest bilet w dwie strony, ja chcę podróżować po sąsiednich krajach, więc miałem „one way ticket”. Z pewnych źródeł dowiedziałem się, że będę musiał wypełnić specjalny formularz i powinno się udać. Stałem w kolejce prawie godzinę, aż w końcu podchodzę do okienka. Podałem paszport, pani od razu kazała spojrzeć w kamerę i zrobiła mi zdjęcie. W samolocie wszystkim podarowali mały druczek do wypełnienia, podstawowe dane, imię nazwisko, adres, skąd lecę… Podałem owy druczek i po minucie dostałem paszport z wizą na 30 dni. Bez zbędnych formularzy, bez problemu za darmo. Witamy w Tajlandii, państwie tysiąca uśmiechów.
| przylot do Tajlandii, Bangkok |
Na koniec odebrałem karton z rowerem, ulokowałem się w rogu lotniska i zacząłem wszystko skręcać. Pech chciał, że po napompowaniu przedniego koła pękł mi wężyk w pompce, przez co rozpoczął się mój 2 godzinny maraton po lotnisku, w poszukiwaniu pomocy. Ratunkiem okazała się ochrona mająca profesjonalną pompkę do roweru. Dodam, że moja pompka była to Lezyne za 120zł, użyłem ją może z 10 razy...
| wszystko eksplodowało w górę, na podłodze jest jedynie, to co mi ściekło z twarzy :) |

Za dużo przekleństw!
OdpowiedzUsuń