Tajlandia państwo tysiąca uśmiechów. Moje marzenie z dzieciństwa, prawdziwa Azja w końcu się spełniło. Egzotyczne jedzenie, przepyszne owoce, obce zapachy i przepiękne Azjatki.
W Tajlandii będę dokładnie 2 razy, tak prowadzi moja trasa. Podczas pierwszego pobytu spędzę 30 dni, ze względu na to, iż na tyle dostałem wizę na lotnisku.
 |
| uliczne knajpy |
Na początek kilka ciekawostek. W tym kraju, podczas, gdy witamy się z osobą, nie podajemy sobie ręki. Tajowie uważają to za nie higieniczne. Składamy ręce jak do modlitwy przy klatce piersiowej, im bardziej kogoś szanujemy tym wyżej ręce unosimy, (ale z umiarem). Kolejna sprawa. Ruch na mieście jest lewostronny. Auta mają kierownicę z prawej strony, a na chodniku także wypada trzymać się lewej strony. W Tajlandii krajem rządzi król. Jest to temat tabu, nikt o nim nie rozmawia. Nie ważne jakby było źle, to i tak jest zawsze dobrze. Słońce, to, co mnie bardzo zdziwiło, zobaczymy jedynie przez 12h dziennie. Wschód o 6 rano, a zachodzi już o 18. Godzina 19 mamy już grobowe ciemności. A główną religią jest buddyzm. To tak pokrótce.

Po oporządzeniu się wyruszyłem z lotniska do wcześniej ugadanej miejscówki z portalu couchsurfing. Do pokonania po mieście miałem 50km, a że przywitała mnie tropikalna ulewa, to ubrałem kapok przeciwdeszczowy i w drogę. Ponieważ z głównego lotniska (w Bangkoku są 2) musiałem jechać autostradą, to zaraz podczepiła się do mnie policja i miałem eskortę na sygnale przez kilka km do zjazdu.
Zapomniałem o najważniejszym, pierwsze wrażenie w Tajlandii - mokro, wilgotno jak cholera. Po zmianie miejsca z suchego jak pieprz Iranu, dosłownie poczułem się jakbym cały czas był zanurzony w wodzie.
Myślałem, że będzie tak samo jak w Iranie, albo gorzej, ale jest wręcz przeciwnie. Chodzi o ruch uliczny. Mimo, iż pędzi tu tak samo wiele motorków z tutktukami u boku, to panuje tutaj kapitalny porządek. Kierowcy nie jeżdżą jak wariaci, przechodnie nie chodzą wszędzie gdzie popadanie, wszystko w jak najlepszym porządku.
 |
| Lisa Jonas i Toom |
 |
| Bangkok |
Po ostatnim dniu przygotowawczym do lotu i po samym locie, byłem kompletnie wykończony. Jak stałem na światłach na mieście, to zasypiałem na rowerze. Więc w mgnieniu oka dojechałem do domu Tooma, thai, który gości ludzi z całego świata. Tak się złożyło, że akurat miał dwóch gości z Niemiec. Para Jonas i Lisa. Marzyłem tylko o tym, aby się wykąpać i pójść spać, ale nie, tak nie może być. W końcu jestem w prawdziwej Azji. Lisa i Jonas zaproponowali mi, czy z nimi nie pojadę do centrum handlowego, z miejsca odzyskałem siły, zmarnować okazję do przechadzki po mieście, nigdy.
 |
| orzeźwiające napoje |
 |
| najróżniejsze przekąski |
Na mieście mój nos przeżył istny szok, tyle nowych zapachów, zwłaszcza posiłków, które są tam przygotowywane. Kompletny mix, a co najlepsze w większości przypadków nie byłem w stanie opisać, co to w ogóle jest. Osobiście zapachy nie przypadły mi do gustu, niektóre potrawy wręcz śmierdziały. Co do dań, hmm kolejny szok tym razem dla kubków smakowych. Tak samo nie mam pojęcia czasami, co w ogóle jem i przyznam, że czasami lepiej nie wiedzieć. Przez pierwszy tydzień walczyłem trochę z tajską kuchnią, ze względu na to, że nie bardzo mi smakowała. Ale później jak już wiedziałem, czego unikać, a co dobre, to spodobało się. Najbardziej nie podchodzi mi przyprawa curry, którą wszędzie dodają. I uwierzcie, smakuje ona całkiem inaczej niż ta z polskiego sklepu.
 |
| świeże gotowe do jedzenia owoce |
 |
| grillowane banany |
 |
| świeżo wyciśnięty sok z owoców |
 |
| zupa z kurzą łapką |
 |
| owoce longan |
 |
| zupa z wieprzowiną |
Bangkok, stolica Tajlandii. Kolejne przeogromne miasto, w którym można spędzić wiele miesięcy, a i tak kompletnie go nie poznamy. Jedno z największych i zarówno najbardziej nowoczesne miasto Azji. Od pierwszego dnia zakochałem się w nim. Na ogół nie przepadam za takimi molochami, ale tu jest całkiem inne życie. Idziemy ulicą i na każdym kroku możemy kupić przyrządzone na miejscu jedzenie, od pełnych dań po najróżniejsze przekąski. Bądź kupić za 2zł świeżo wyciśnięty sok, lub torebkę z pokrojonymi owocami.
 |
| popijawa z sąsiadem |
Tajlandia jest nazywana krajem 1000 uśmiechów. Idziemy ulicą i jak się uśmiechniemy do kogoś to w 99% odwzajemnią nam tym samym. W Polsce pewnie byśmy usłyszeli tekst typu, „czego się kur** cieszysz??!!” Kolejna sprawa, w Tajlandii złość i agresja jest uważana za słabość i przyznam szczerze, pisząc ten tekst jestem już prawie miesiąc w tym kraju i ani razu nie słyszałem, aby ktoś podniósł głos, bądź się kłócił! Coś niesamowitego.
 |
| ściana wody |
 |
| tym znakiem oznaczone są miejsca dla mnichów |
 |
| prom |
 |
| w autobusie |
Po mieście możemy poruszać się na wiele sposobów, zaczynając od autobusów, busów, taksówek, po moto-taksi, tuktuki, bryczki z rowerami. Kolejną możliwością jest przemierzanie miasta drogą wodną przez rzekę Menam, do wyboru mamy promy, duże łodzie, małe… A kończąc na skytrain, czyli naziemnej kolej aglomeracyjnej uruchomionej w grudniu 1999 roku. Pasażerowie mają do dyspozycji dwie linie Mo Chit Station oraz National Stadium. Nie sposób nie zauważyć całej sieci budowli betonowych, na których rozciąga się kolej.
 |
| u Tooma w domu |
 |
| pamiątkowy worek z podpisami |
 |
| spotkanie CS |
Drugiego dni wraz z Toomem oraz niemiecką parą udaliśmy się na ulicę Khao San Road. Słynąca z tego, że można kupić tam wszystko. Od dyplomu uczelni, po legitymację FBI. Zarówno ta ulica jak i jej sąsiadujące są oblegane przez turystów, przez to ceny tam są sporo wyższe. Następnie udaliśmy się na spotkanie z portalu couchsurfing. Są to ludzie, którzy goszczą takich jak ja, lub są goszczeni w domu przez innych. Jako, iż spotkanie dobywało się na dworze, a złapał nas tropikalny deszcz, to trzeba było uciec do środka.
Słowo o porze deszczowej w Tajlandii. Osobiście wyobrażałem sobie ją tak jak powiedział to Forrest Gump:
„Pewnego dnia zaczęło padać i nie przestało przez 4 miesiące. Doświadczyliśmy każdego możliwego rodzaju deszczu. Były małe kapuśniaczki i wielkie ulewy. Deszcz zacinający z boku i taki, co padał jakby z dołu w górę. Kurczę, lało nawet w nocy.”
A w rzeczywistości hmm, czasami przez cały dzień nie ma ani kropli, czasami spadnie mały deszcz, albo przyjdzie gwałtowna ulewa na godzinę i resztę dnia mamy słońce. Bywało i tak, że przez 3 dni padało ostro, ale z przerwami. Więc katastrofy nie ma.
 |
| tajskie bathy |
 |
| tajskie bathy |
 |
| owocowe shake |
 |
| świeży kokos |
 |
| można kupić także figurę mnicha |
 |
| albo wypasioną łajbę |
Z Lisą i Jonasem wybraliśmy się na bazar Chatuchak, jeden z największych w Azji, a ponieważ te w Azji są największymi na świecie, to już wiecie. Jest to bazar weekendowy, czynny od piątku do niedzieli. Kupić tu można dosłownie wszystko, od biżuterii, po meble, łapę aligatora, jedzenie, ubrania na zwierzętach kończąc. Do wyboru do koloru, każdy znajdzie coś dla siebie. I godna uwaga, targować się ile wejdzie, tutaj to standard.
Wspomnę jeszcze na temat produktów i robienia zakupów pod kątem wakacji bądź wyprawy. Tutaj można dostać dosłownie wszystko, wybór jest większy jak w nie jednym europejskim kraju. I co najważniejsze ceny są takie same, bądź niższe niż w Polsce. Więc jeżeli ktoś się wybiera w te rejony, naprawdę nie ma sensu brać ze sobą wielkich pełnych walizek, wszystko można kupić tutaj.
 |
| Grand Palace |
Jednego dnia wybrałem się z Mają, która jest z Łotwy, na zwiedzanie atrakcji turystycznych Bangkoku. Odwiedziliśmy takie miejsca jak Grand Palace. Jest to świątynia, więc i trzeba długie spodnie. Na szczęście mają darmową wypożyczalnię na miejscu w pałacu. Jednie w zastaw dajemy 200THB.
 |
| świątynia Wat Arun |
Udaliśmy się także do świątyni Wat Arun. Na nasze nieszczęście akurat była ona w remoncie. Jeżeli prace nie były by prowadzone, to po zewnętrznych schodach można by wejść na jej górne partie i dzięki temu podziwiać widoki Bangkoku. Ta świątynia jest jedną z najstarszych w Tajlandii.
Za wstęp trzeba uiścić opłatę rzędu 50 BTH.
 |
| świątynia leżącego Buddy |
Następnym celem naszej wędrówki była świątynia Wat Pho, zwana świątynią leżącego Buddy. Mieści się tam pozłacany posąg buddy mierzący 15m wysokości, oraz 46m długości.
Za wstęp trzeba uiścić opłatę rzędu 100 BTH.
 |
| miejsce do modlitw |
 |
| kwiat lotosu |
Będąc przy temacie świątyń, napiszę o jednej sprawie. Chodzi o ściąganie butów i maszerowanie na boso. W tajskiej kulturze głęboko zakorzeniony jest ten zwyczaj i trzeba go szanować. Tak samo jak udajemy się do czyjegoś domu, zawsze ściągamy buty przed wejściem. Niejednokrotnie nawet udając się do sklepu, apteki czy fryzjera, ta sama zasada.
 |
| alkohole made in Thailand |
Wieczorem z Mają udaliśmy się do centrum, dokładnie kilku barów, aby zasmakować lokalnych trunków. Alkohol nie jest tani w Tajlandii, większość marek jest importowana i ceny są wyższe niż w Polsce i Europie. Ale mamy do dyspozycji jeszcze produkty „made in Thailand”. Za najtańsze tajskie piwo trzeba zapłacić min. 50 BTH.
 |
| grobowiec |
 |
| to jest dopiero gra wstępna :) |
 |
| nie, w rękach nic nie trzymam :) |
W Bangkoku byłem ponad tydzień, chciałem się zaaklimatyzować w nowym państwie i kulturze, naprawdę podoba mi się to miasto. Ale wystarczy obijania się, czas ruszyć przed siebie. Obrałem kierunek na północny wschód. Najpierw musiałem wyjechać z miasta, co nie było wcale takie proste, ponieważ do pokonania było 90km po zatłoczony mieście i zakorkowanych ulicach, prawdziwa katorga. Zaliczyłem trochę atrakcji po drodze, miedzy innymi kolejną świątynię. Było tam pełno małp, które przeczytały chyba wszystkie książki na temat Kamasutry, dosłownie w szoku byłem, jaką wyobraźnię mają te małe dzikusy.
 |
| gdzie jest małpa? |
Nocleg w dziczy. Jest pora deszczowa, więc mokro i wilgotno. Z komarami myślałem, że będzie koszmar, ale nie ma tragedii. Inwazje małych gryzących muszek, które mieliśmy w Europie, były o wiele gorsze. Za to nocleg w namiocie jest nieco męczący. Temperatura 30 stopni, obie warstwy namiotu muszą być oczywiście zamknięte, pierwsza chroni przed robactwem, druga przed deszczem. Skutkuje to tym, iż w środku mamy mini saunę. Dosłownie człowiek pływa w swoim pocie na materacu.
 |
| wszędzie masa śmieci... |
 |
| ... syfu... |
 |
| ... i smrodu fekaliów nie do zniesienia |
Im dalej zapuszczałem się na północ Tajlandii, tym bardziej chciałem wracać na południe. Syf, brud, smród. Takiego smrodu ludzkich fekaliów już dawno nie czułem. Wszędzie wszystko zasypane stertą śmieci, masakra. Jak szybko tam wjechałem, to jeszcze szybciej chciałem opuścić te miejsce. Postanowiłem, że udam się z powrotem na południe, nad zatokę tajlandzką.
 |
| narodowy park dzikich słoni, lecz bez słoni |
 |
| uwaga na słonie |
 |
| Tajlandia na ogół jest płaska, ale podjazdy w parku ładnie wymęczyły |
W drodze powrotnej udałem się do parku narodowego. Nie planowałem tego, ale okazało, że najkrótsza droga na południe prowadziła właśnie przez ten park. Za wstęp musiałem zapłacić 400TBH. Trasa przez park była długości około 70km. Można było zobaczyć wodospady oraz dzikie zwierzęta, przed którymi ostrzegały znaki, zwłaszcza dzikimi słoniami. Ze zwierząt spotkałem jedynie małpy, kilka jeleni, czyli bez szału, bez dzikich słoni.
 |
| Zatoka Tajlandzka, takie widoki ciągną się dziesiątkami kilometrów |
Tak dobrze mi się jechało tego dnia, że postanowiłem w jeden dzień przejechać 207km, aby dostać się nad zatokę. Było już po godzinie 21, ciemności grobowe. Dojechałem do głównej drogi przed zatoką i co widzę, na pewno nie piękną czystą wodę. Za to masa domów, pól uprawnych, oraz śmieci. Byłem już zmęczony, a po tym, co zobaczyłem uświadomiłem sobie, że dzisiaj na pewno nie wykąpię się w zatoce. Rozbiłem się przy samej drodze, przy bagnach.
 |
| właśnie w tym domu po lewej jadłem śniadanie |
 |
| z tymi paniami |
Z rana natomiast usłyszałem skuter, który podjechał pod mój namiot. Otworzyłem właz i zobaczyłem dwie kobiety, okazało się, ze mieszkały 60m dalej w dużym domu. Zdziwione tym, że spędziłem nockę w tym bagnie, zaprosiły mnie na śniadanie z kraba i krewetek.
 |
| Wszędzie gęsta dżungla, a tu taki placyk. Idealna miejscówka na nocleg |
 |
| zachody słońca w Azji... |
 |
| wielki różowy słoń z myszami... |
Następnie kierowałem się z powrotem na Bangkok, miejscówkę z couchsurfingu. Przy wybrzeżu przejechałem 40km i nie zobaczyłem wody. Zresztą w tej części Tajlandii nawet nie odważyłbym się wejść do niej. Wspomnę jeszcze o jednej sprawie, która mnie irytuje w tym kraju. Mianowicie psy, cholerne kundle, których jest tu jak mrówek. Wszędzie się szlajają, większość pewnie bezdomna. Nie ma dnia, abym się nie odganiał od tych natrętnych kundli. Aż musiałem przeprowadzić modyfikację z moją metalową pałką i przykleiłem ją taśmą do ramy rowery, aby szybko w każdej sytuacji mógł ją wyciągnąć.
 |
| napój dla bogów |
Poczytałem trochę o wizach państw, przez które będę chciał jechać i okazało się, że nie będzie tak pięknie jak miało być. Wizę do Wietnamu trzeba wyrobić w ambasadzie. Udałem się do jednej mieszczącej się w Bangkoku. Dowiedziałem się, co chciałem, a jako iż chcieli, abym podał konkretną datę, kiedy zamierzam przekroczyć granicę, to im podziękowałem. Na razie nie jestem tego w stanie określić, kiedy będę chciał wjechać do Wietnamu. W takim razie o wizę wietnamską będę aplikował w Kambodży.
 |
| tym razem taka sytuacja mnie obudziła |
 |
| tablica pamiątkowa przy moście nad rzeką Kwai |
 |
| most nad rzeką Kwai |
Teraz postanowiłem uderzyć na zachód. Znajduje się tam Park Narodowy Erawan. W drodze do parku udało mi się złapać ciężarówkę, która jechała max 60km/h. Więc przykleiłem się tuż za nią. Brała na siebie cały opór powietrza, więc pedałowałem sobie spokojnie za nią bez wysiłku. Okazało się, że jedzie dokładnie tam gdzie ja, więc 50km przejechałem w godzinę. Udałem się do miejscowości Kanchanaburi, znajdował się tu słynny z filmów wojennych most kolejowy nad rzeką Kwai. Turystów, co nie miara, ale trzeba przyznać jedno, most zadbany idealnie.
C.d.n.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz