niedziela, 24 stycznia 2016

#83 Wietnam cz. 2

cały dzień na motorku :)


55km od Sajgonu znajdowały się wojskowe tunele Cu Chi. Rowerem nie chciało mi się tam naginać, a później wracać tą samą drogą, więc wypożyczyłem motor. Zapłaciłem 250.000 dongów za cały dzień. Zamiast paszportu w zastaw zostawiłem dowód osobisty i pognałem przed siebie. Motorek był ok, ale jak już silnik się rozgrzał, to potrafił się przydusić i tracić moc. Ale przejażdżka dwukołowcem po Sajgonie, kapitalna atrakcja, każdy, kto tam będzie obowiązkowo powinien zrobić sobie taki dzień.




sieć tuneli

wentylacja prowadząca do tuneli
bunkier

maskowane wejście do tunelu


jedna z wielu pułapek na amerykańskie wojska
drewniana poduszka


pokój spotkań
w każdym pomieszczeniu, we wszystkich rogach były ukryte pułapki
wejście do kolejnych poziomów
lokalna przekąska
przewodnik po tunelach






także była strzelnica


Dojechałem do tuneli, najpierw musiałem poczekać kilka minut, aż uzbierają większą grupę ludzi i włączyli nam kilkunastu minutowy film. Następnie przejął nas młody przewodnik i cofnęliśmy się w czasie. Opowiadał o całej strukturze tuneli, które miały 3 poziomy oraz całkowita ich długość to 250km. Prowadziły, aż do Kambodży. A wszystko zostało wykopane małymi łopatkami i wiklinowymi koszami przez ludzi, którzy potem spędzali tam nawet całe lata. Ciężko by przetrwać kilka dni w tych tunelach, a co dopiero lat… Przewodnik pokazał nam najróżniejsze pułapki na amerykańskich żołnierzy, oraz jak ten cały system mógł w ogóle funkcjonować. Była także strzelnica, ale akurat na koniec naszej wycieczki zerwała się potężna ulewa, więc było zamknięte. Przez ulewę także powrót mi się wydłużył, 55km wracałem całe 3h.


kapitalne drinki owocowe
mimo wysokich temperatur, często widać tylko oczy zwłaszcza u kobiet
maszynka do wyciskania soku z trzciny cukrowej






joga o 5 rano

U Dawida miałem być jedną noc, a zrobił się prawie tydzień. Mega pozytywny gość jak i cała ekipa ludzi tam mieszkających. Ale w końcu przeniosłem się do dormu w centrum, dzięki czemu miałem możliwość więcej pozwiedzać. Tak, mimo, że wyprowadziłem się od Dawida, to na następny wieczór ponownie tam zawitałem, ponieważ przyjechała para Kamila i Kamil. Jak to Polacy nie mogło się inaczej zakończyć. Po nocnej libacji uparłem się, że wracam rowerem do siebie, bo chciałem nakręcić Sajgon nocą. Założenia były, ale po kilometrze stwierdziłem, nie ma sensu. Była 5 rano, zaszedłem do parku, aby przycupnąć na chwilę, ale co widzę, seniorzy ćwiczą jogę przy muzyce. Siadłem pod murem i zacząłem ich obserwować, przy akompaniamencie uspakajającej muzyki. Finał oczywiście do przewidzenia, zasnąłem… Obudzili mnie ludzie o 9 rano, rozglądam się wokoło, a tu targowisko! Hehe czas najwyższy wracać spać do siebie.



recepcja



Przydatna rada, co do Wietnamu. Jeżeli chcemy wymienić pieniądze na lokalną walutę, dongi, to kierujmy się tylko do banków. Zazwyczaj w każdym innym kraju kurs był wyższy w kantorze, niż w bankach gdzie strasznie zaniżali. Tutaj natomiast jest odwrotnie. Czasami byłem w szoku, jakie kursy oferowali.







po kilka par państwa młodych, sesja za sesją






Dojechałem po raz kolejny nad Morze Południowochińskie, plaża tym razem elegancka, ale woda pozostawiała wiele do życzenia. W nocy zerwała się wichura i morze zaczęło szaleć. Znajdowałem się na betonowym wzniesieniu kilka metrów od krawędzi, a momentami rykoszety fal sięgały namiotu. Za to rano trzeba było maszerować z 200m, aby zanurzyć, chociaż palec w wodzie.



gospodarze specjalnie zrobili parawan przed wiatrem


idealna miejscówka na nockę

Tak jak i w poprzednich państwach SE Azji, tak i w Wietnamie znaleźć miejsce na nocleg graniczy z cudem, wszędzie są ludzie. Po 2h nocnych poszukiwań w końcu spasowałem i udałem się do lokalnej rodzinki. Bez problemu mnie przyjęli i pozwolili rozbić namiot. Strasznie wiało, to specjalnie z plandeki zrobili wiatrochron. Po raz kolejny mogłem doświadczyć tego, że Azjaci nie szczególnie przepadają za sprzątaniem. Wszystko zasyfione, oraz pokryte grzybami. W Azji niejednokrotnie ujrzymy takie widoki.



w ilości transportowanego towaru jedynym ograniczeniem jest fantazja, nie pojazd




I tu jest też problem z Azjatami, czasami mogą znać angielski, ale zrozumieć ich akcent, to jest naprawdę wyczyn. Brzmią w taki sposób jakby napchali usta kartoflami zagryzanymi ziemniakami. Jeden wielki bełkot, oraz większość nie potrafi wymówić litery „r”. Podobnie jest w drugą stronę, możecie wiedzieć jak coś się czyta, ale jak zapytacie się na przykład o „COM” (ryż) to i tak was nikt nie zrozumie. Musimy wymówić w odpowiedniej tonacji, których mają kilka, inaczej będą patrzeć na was jak na debila.




wygoda, wifi całą drogę... tylko jechać



Wietnam ma powierzchnię zbliżoną do Polski, ale jest strasznie wąski, przez co i długi. Trasa, jaką zaplanowałem po tym kraju wynosiła aż 3500km, a po drodze było trochę do zwiedzania. A zwiedzić chciałem, więc aby moja wyprawa nie trwała 5 lat postanowiłem mniej ciekawe etapy wspomóc autobusem. Znajdowałem się w Phan Thiet i z tego miasta wziąłem autobus do Hoi An, 750km. Za siebie i rower z bagażami zapłaciłem 610 tys. dongów. Autobus jechał aż 16,5h, ale nie przeszkadzało mi to. W środku mieli leżące kozetki, więc z zakupionymi owocami rozłożyłem się jak król i miałem maraton senno filmowy. Zatrzymaliśmy się także na śniadanie i obiad, które były wliczone w cenę. 
C.d.n.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz