piątek, 5 lutego 2016

#85 Wietnam cz. 4


Wietnam, część 4 ostatnia.









typowy północny strój 
grillowane jajka, oraz ryż 

Po Hanoi kierowałem się prosto do słynnej górskiej miejscowości, Sapa. Coś jak nasze Zakopane. Im dalej przemieszczałem się na północ, tym pojawiało się więcej gór, oraz temperatura spadała w dół. Zaczęły się pojawiać piękne tarasy ryżowe. Sama Sapa, jak to typowe miasteczko turystyczne, bez szału. Jedną z atrakcji północy były kobiety ubrane w różnego rodzaju ludowe stroje, oraz chusty i przedmioty, które wkomponowały we włosy. Sapa znajduje się na wysokości 1500m n.p.m., myślałem, że to będzie koniec wspinaczki, lecz przeznaczenie chciało, abym wjechał jeszcze wyżej. Kierowałem się dalej na północ do miejscowości Lao Cai, w której znajduje się przejście graniczne z Chinami.












Po wjechaniu na 2000m n.p.m. zaczął się zjazd w dół w kierunku Laosu. Idealne miejsce, przepięknie, krajobrazy gór zalanych leniwymi chmurami, były po prostu hipnotyzujące. Także muszę napisać coś, na temat kuchni północnego Wietnamu. Ich przysmakiem jest gotowany kurczak, oraz warzywa, wszystko bez przypraw. Kuchnia południowego Wietnamu, była przepyszna, ale północnego, to najgorsza, jaką w życiu miałem okazję próbować. Wszystko jałowe i mdłe, że po 3 widelcach odchodził apetyt.



piękne wodospady

W całym Wietnamie często miałem problem ze znalezieniem miejscówki na nocleg, ale w górach… w górach to dopiero wyczyn. Dosłownie każdy metr kwadratowy jest zagospodarowany, nie ma w ogóle pustej przestrzeni. Jednej nocy po 2,5h jazdy dopiero znalazłem skrawek ziemi, gdzie mógłbym postawić namiot. Kolejnym razem, było już ciemno, późno a ja wykończony, więc trzeba było zmienić taktykę. Uderzyłem do miejscowych. Mała wioseczka, jedynie w domach paliły się paleniska, zjechałem w dół i stojąc w futrynie krzyknąłem hallo, aby zwrócić uwagę gospodarzy. Za chwilę wyszedł mężczyzna oraz reszta jego rodziny. Nikt nie mówił po angielsku, ale zrozumieli, o co chodzi. Gospodarz zgodził się z miejsca. Chciałem się rozbić i pójść spać jak najszybciej, ponieważ byłem wykończony. Ale nie ma tak lekko, zaprosił mnie do środka. Usiadłem na taboreciku i słuchałem wietnamskiego monologu, żona z córką zaraz zaczęły gotować wodę, aby przyrządzić coś do jedzenia. Straszna bieda była w tym domu. Stół, kilka krzeseł i to wszystko, co się znajdowało w głównym pomieszczeniu. Nad paleniskiem wisiał kawał mięsa skąpany w dymie. Na szczęście miałem, chociaż torbę cukierków, którą podarowałem dla dzieci. Po kilku minutach zeszła się chyba cała wioska, każdy chciał mnie zobaczyć, a ja siedziałem na tym taboreciku nie rozumiejąc ani słowa. Zaraz zasiedliśmy do stołu, ludzie się rozeszli i zaczęła się libacja. Nie ominęła mnie także okazja zapalenia z bambusowego bongosa.


















Teresa na swoim motorze "dirty fire"
pedały od wietnamca, oba się rozleciały po kilku dniach
typowy górski sklepik

Północ Wietnamu jak i Laosu, to same góry. Kilkukrotnie przez cały dzień jest akcja typu podjazd i zjazd, zaraz znowu podjazd i zjazd. Kierowałem się prosto na Laos, ze względu na wizę, która dobiegała końcowi. I mała rada. Jak znajdziemy się w miejscowości Diem Bien. Tylko tutaj można wydać ostatnie dongi i zrobić zakupy przed granicą. Ponieważ po drodze nie będzie ani jednego sklepu. 

Dojechałem do granicy. Trochę się zaniedbałem ostatnimi dniami, byłem cały brudny i śmierdzący, może dzięki temu odprawa paszportowa przebiegła tak szybko i sprawnie. Opuściłem Wietnam i teraz dziwna sytuacja. Na ogół wjazd do kolejnego państwa był zaraz obok, a tym razem musiałem pokonać ponad 3km w górach zanim wjechałem na przejście graniczne z Laosem. Po drodze był tarasik z kapitalnym widokiem.

Czas na wizę, najpierw formularz, dołączam jedno zdjęcie i podchodzę do okienka (jedyny formularz, jaki w życiu widziałem, gdzie było pytanie, jakiej jestem rasy). Opłata 30$ za wizę + 1$ za operację i 20k kipów za... nie wiem, co dokładnie. Jako, że nie miałem jeszcze laotańskich kipów, to zapłaciłem 60k dongów.

W Wietnamie spędziłem miesiąc czasu, chciałem przedłużyć wizę, ale nie poszło po mojej myśli. W południu się zakochałem, zwłaszcza w Sajgonie. Z miejsca mógłbym tam zamieszkać, ale północ… cholera by wzięła ludzi z północy. Tak, bo tylko z nimi był problem. Tereny kapitalne, masa pięknych atrakcji, ale poziom hałasu, jaki tam jest, wysokie ceny, częste oszustwa oraz beznadziejna kuchnia zaowocowały tym, że po prostu znienawidziłem tą część kraju. W mojej ocenie, nie można sklasyfikować tego kraju, jako jeden, dla mnie to dla osobne państwa Wietnam północny i wspaniały południowy.

Jeżeli kogoś zainteresował Wietnam, polecam dwa poniższe filmy dokumentalne. Mimo, że nie są pierwszej młodości, idealnie odzwierciedlają dzisiejsze życie w Wietnamie. 

Wietnam - Podróże marzeń , lektor.pl, cały film
WIETNAM, TAM GDZIE BUDZI SIĘ SMOK

Tak samo tyczy się temat wojny, polecam ten dokument.
Wojna w Wietnamie - Krwawy Sekret Wietnamu Lektor PL

Żegnaj Wietnamie witaj Laosie. 

Przejechanych kilometrów 3548km, z czego samym rowerem 1848km w czasie 108h. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz