wtorek, 12 kwietnia 2016

#89 Tajlandia po raz kolejny, cz. 1


I powróciłem do Tajlandii. Gdyby to była Kambodża, byłbym załamany, ale z tego kraju jestem ucieszony. Tak, Tajlandia jest jednym z najlepszym krajów SE Azji, w jakich dotychczas byłem. A jeszcze bardziej cieszę się z tego względu, ponieważ nie zaglądałem na południe, a tam jest najciekawiej.


tajska policja

parada na cześć króla

darmowe kino na dachu centrum handlowego


Tym razem granicę nie przekraczałem sam, lecz z Hollendrem Mitchellem. Jedno trzeba przyznać, północno wschodnia część Tajlandii, to chyba jedno z najbardziej nudnych i monotonnych miejsc na ziemi. Jedzie się główną drogą cały czas prosto i tylko widzimy budynki, firmy, stacje paliw oraz sieć sklepów 7 eleven. Nuda straszna. Jedynie na plus przemawia to, że jest płasko i szybko się jedzie, więc można natłuc kilometrów w ciągu dnia. 


świątynia, setki figurek słoni




nocka w drewnianej chatce



Jedną z pierwszych nocek postanowiliśmy spędzić w świątyni. Trafiliśmy na jedną po drodze, nie była to typowa, ale przyjęli nas z otwartymi rękoma. Najpierw rozłożyliśmy się przy lasku, ponieważ przy świątyni było od groma psów. Nawet nie rozbiliśmy obozu do końca, a już pojawiła się policja. Okazało się, że policjant pomaga charytatywnie także w świątyni. Dosłownie zabronił nam biwakować w tym miejscu, ze względu na liczne skorpiony, oraz częste wizyty kobry królewskiej, która potrafi osiągnąć rozmiar nawet ponad 5m. Na szczęście nie trafiliśmy z deszczu pod rynnę. Przenieśli nas do drewnianej chatki, oraz podarowali napoje, owoce. Bardzo pozytywni ludzie.













Po kilku przygodach dojechaliśmy do miasta Saraburi. Słynącego z zamieszkujących go małp. Dosłownie wszędzie, na każdym budynku, aucie, wiszącym kablu. Całe małpie rodzinki. Oczywiście oswojone do tego stopnia, że potrafiły zaczepić mnie na ulicy poprzez popychanie mojej nogi. Tak małpa prowokowała mnie do bójki. Mało tego, druga próbowała mi wyrwać butelkę whisky, którą akurat trzymałem w ręce. Małpie kradzieże były tam na porządku dziennym, podkradały jedzenie ze straganów, a czasami gorzej, bo i portfele oraz sprzęt elektroniczny. Atrakcja kapitalna, zobaczyć miasto zamieszkujące przez małpy, ale lokalnym mieszkańcom na pewno nie jest z nimi lekko. Rowery zostawiliśmy może na 10min, oczywiście gadziny już się do nich dobierały. Na szczęście przegryzły tylko butelkę z wodą.

widok na Khao San Road z dachu hotelu





na kolację skorpion



Następnie kierowaliśmy się na już znany Bangkok. W tym momencie z Mitchellem mieliśmy różne wizje i postanowiliśmy, że każdy ruszy w swoją stronę. Powróciłem do starego gniazdka z couchsurfingu. Standardowo chata pełna podróżników, więc długo nie trzeba było czekać i ruszyliśmy na miasto szukać wrażeń. A tych na w Bangkoku nie brakuje, ale te historię zostawię na flaszkę ze znajomymi, albo może jakąś książkę, o, którą co niektórzy się proszą. Początkowy plan był taki, aby sylwester spędzić właśnie w Bangkoku, ale jak to z planowaniem, nie wszystko idzie po naszej myśli. Po kilku dniach siedzenia w znanym już mi miejscu poczułem coś, co mi przypomina o tym, że czas się ruszyć do przodu. 











Długo nie myśląc następnego dnia ruszyłem na długo oczekiwane przeze mnie południe Tajlandii. Tak, w końcu wskoczyć do krystalicznej wody, a następnie spijać kokosa pod palmą. Ale zanim to nastąpiło przed opuszczeniem Bangkoku zajechałem na fermę węży. Bilet 200thb, warte swojej ceny. W tygodniu można zobaczyć prezentację węży, oraz dojenie ich z jadu, a na weekendy lekcja ich łapania.

wata ze świnki


typowy tajski street food

wchodzisz do metra, ustaw się z boku

nowy bagażnik

hindusi w aucie z drewna



Jeszcze korzystając z okazji, jakie oferuje Bangkok, zakupiłem nowy bagażnik rowerowy. Stary był popękany w wielu miejsca, trzymał się na taśmie i sznurkach. Praktycznie jego minuty były już policzone. Ale jeden z podróżników powiedział mi o sklepie, do którego warto zajechać. Bam piękny czarny bagażnik za jedyne 400gbath, czyli 40zł. W Laosie za gorszej, jakości żądali 150zł. Interes dobity, można ruszać na podbój pięknych plaż.

w PL przy drodze znajdziemy martwe psy i koty, tutaj warany

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz